Jessica Jones – sezon 1, recenzja

Pierwsze moje spotkanie z netflixowym podejściem do uniwersum Marvela skończyło się całkiem nieźle, ale od Daredevila jednak musiałem na chwilę odpocząć. Postanowiłem zatem zabrać się za drugą produkcję komiksową z Netflixa, czyli Jessicę Jones. Po obejrzeniu kilku odcinków zauważyłem, że ciężko będzie recenzować w tym przypadku pojedyncze odcinki, ponieważ ten serial ma jeszcze silniej związane ze sobą kolejne odcinki w porównaniu do Daredevila. Dlatego zdecydowałem się na nieco inną formę recenzji i tym razem napiszę o całym sezonie w jednym artykule. Oczywiście nie uda mi się nie porównywać Jessiki Jones z Daredevilem, także z góry o tym uprzedzam 🙂

Jessica Jones jest kompletnie innym bohaterem niż Matt Murdock z Daredevila. Jest zbuntowaną, nonkonformistyczną panią detektyw, której wydaje się mało obchodzić świat ją otaczający. Do tego jest prywatnym detektywem z problemem alkoholowym, chodzącym w skórze i podartych jeansach. Jak można się domyślić obecny charakter Jessiki wykreowało życie, które w jej nie oszczędzało. W wypadku samochodowym straciła całą rodzinę, tylko ona z niego ocalała. Adoptowała ją matka nastoletniej mega popularnej gwiazdy telewizyjnej Trishy Walker i oczywiście zrobiła to nie z dobrego serca, tylko dla PR-u swojej córki. Co więcej, wypadek spowodował, że młoda Jones ma nadludzką siłę i jako dwunastolatka musi sama poradzić sobie również z tym problemem. Jak ławo się domyślić przybrana matka nie była doskonałym rodzicem nie tylko dla adoptowanej córki, ale także dla Trish. Jedyne co ją interesuje to kasa. Jessica w zasadzie żyje sobie samopas, ale zaprzyjaźnia się bardzo mocno z przybraną siostrą. Mając takie dzieciństwo można zrozumieć dlaczego Jones ma dosyć trudną osobowość. Ostatecznie jednak Jessica jakoś się ogarnęła i założyła prywatne biuro detektywistyczne w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Zajmuje się przede wszystkim przyłapywanie współmałżonków klientów na zdradach, ale czasami wpadnie też inne zlecenie.

jessica_Jones_02

Oczywiście to nie wszystko. Rok przed fabuła serialu porwał ją psychopata, który ma moc kierowania wolą innych ludzi, niejaki Killgrave. Cokolwiek on powie, druga osoba bez żadnych oporów wykonuje. Jak dowiedział się o mocach Jessiki nie mógł być obojętny i kompletnie ją zniewolił. Stała się jego kochanką i ochroniarzem. Tylko cudem udało jej się go zabić i uwolnić się od niego,a przynajmniej tak jej się wydaje, ponieważ w pierwszym odcinku dostaje zlecenie odnalezienia zaginionej córki i wszystkie ślady i przesłanki wskazują na to, że Killgrave żyje i zniewolił sobie kolejną młodą kobietę.

jessica_Jones_04

Tak mniej więcej wygląda zarys fabularny serialu, a cały sezon oczywiście sprowadza się do konfrontacji Jesski i Killgrave’a. W zasadzie bardzo klasyczny szkielet scenariusza, szczególnie jeśli chodzi o komiksowe produkcje. Jednak cała moc tego serialu leży w wykreowanych postaciach. Sama główna bohaterka jest bardzo wyrazista, charyzmatyczna, ale też mimo swoich mocy bardzo ludzka i nota bene normalna. Do tego dochodzi czarny charakter… Pamiętacie pewnie, że nie byłem zbyt zachwycony tym, co reprezentował Walon Fisk w Daredevilu… była to popierdułka a nie szwarccharakter. Tutaj jest całkowicie inaczej. Killgrave,w  którego wciela się David Tennant (jeden z nowych doktorów Who),  daje naprawdę radę. Ok, kolejny anglik grający „tego złego” brzmi jak totalna klisza, przyznaję. Jednak w tym przypadku jest inaczej. Aktorsko jest po prostu świetnie, sama postać jest napisana również bardzo dobrze. Bije z niego psychopatyczne usposobienie oraz autorytet i moc jakimi powinien cechować się nemezis głównego bohatera. Co więcej okazuje się on postacią wielowymiarową. Są wręcz momenty, kiedy oglądając odcinek, zacząłem go rozumieć, współczuć mu, a nawet z nim sympatyzować. Naprawdę jest to bardzo dobrze zbudowana postać. Walon Fisk z Daredevila może jedynie lizać ślady po butach Kilgrave’a.

jessica_Jones_05

Sama Jessika też jest bardziej interesująca od Matta Murdocka. Nie chce być żadnym bohaterem, tylko mieć święty spokój, mieć burbona do wypicia i parę dolarów na posiłek. Robi to co lubi i w czym jest dobra, a swoje moce czasami bez żadnych zahamowań wykorzystuje w swojej pracy i nie mówię tutaj o spuszczaniu wpierdzielu jakimś oprychom, robi to bardziej subtelnie. Kiedy jakaś kłódka przeszkadza jej w dotarciu do potrzebnych danych, to ją wyłamuje, jak by była zrobiona z wykałaczek. Kraty w oknie pomieszczenia, do którego ma się dostać nie stanowią problemu i tak dalej.  Do tego dochodzi jej trauma i paranoja związana z doświadczeniem jakie zafundował jej Killgrave. Kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że jej ciemiężyciel jednak żyję, zaczyna odczuwać, że jest ciągle obserwowana przez sterowych przez niego ludzi i co najważniejsze, widz tez czuję tę paranoję. Osobiście jakoś bardziej udało mi się zrozumieć i wczuć się w jej postać niż Daredevila.

jessica_Jones_03

Oprócz głównych bohaterów, postacie drugoplanowe też są siła tego serialu ( no, może z kilkoma wyjątkami). One również są wielowymiarowe, co powoduje, że są zdecydowanie bardziej wiarygodne. Mamy tutaj panią prawnik Jeri Hogarth, w którą wciela się Carrie-Anne Moss (Trinity z Matrixa), która często zleca robotę Jessice. Jest heroinista Malcolm – sąsiad Jones, który na pierwszy rzut oka wydaje się postacią kompletnie nieistotną, a jednak nie jest tak do końca. Jest policjant Simpson, świeża ofiara działalności Killgrave’a, który miota się z wyrzutami sumienia po tym, do czego zmusił go psychopata. Jest w końcu Luke Cage’a niezniszczalny olbrzym, który doczeka się w tym roku swojego własnego serialu, a dla Jessiki staje się kimś ważnym w trakcie trwania fabuły sezonu. tytuł Niestety najgorzej w tym zestawieniu wypada Trish, czyli jedyna w zasadzie przyjaciółka Jessiki. Do niej jakoś nie potrafiłem się przekonać i wrażenie sztuczności biło w każdym odcinku. Największe jednak zastrzeżenia mam do sąsiadki Jones z górnego piętra, czyli Robyn. To, że była irytująca, jestem w stanie przeżyc – mogła mieć po prostu takie zadanie, jako pewien kontrast lub koloryt całości fabuły. Ale jej późniejszy wątek i to jak bardzo miała wpływ na to co się działo, a jednocześnie jak bardzo to było niepotrzebne i w ostatecznym rozrachunku nie miało kompletnie znaczenia powoduje, że jak dla mnie, była tylko bezsensownym zapychaczem.

jessica_Jones_07

Jeśli chodzi o fabułę, to ten tytuł nawet nie próbuje udawać, że są przypadku odcinkowe. Całość jest bardzo zwarta, w zasadzie jest to 13-godzinny film z ciekawymi zwrotami akcji, zaskakującymi motywami i ani odrobiną nudy. Już pierwszy odcinek kończy się mocno. Zaskoczeń jest jeszcze kilka w ciągu trwania całej historii, łącznie z samym finałem sezonu, które było o dziwo i nadspodziewanie proste.Nie znaczy to, że nie było motywów przewidywalnych, bo i takie się zdarzały, jednak nawet kiedy wiedziałem i spodziewałem się czegoś, to było to na tyle dobrze zrobione, że byłem w stanie pogodzić się z tym, że to w łatwy sposób rozszyfrowałem. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę jedną scenę, która moim zdaniem jest najlepsza w całym serialu. Chodzi mi o moment, w którym Jessica przybywa na posterunek policji. Nie powiem o co dokładnie chodzi, aby nie popsuć wam zabawy, ale naprawdę scena daje radę. Ogólnie, na płaszczyźnie fabularnej, scenarzyści naprawdę się starali i nie szli na łatwiznę.

jessica_Jones_08

Jak pisałem na początku, nie da się nie porównywać Jessiki Jones z Daredevilem, dlatego na koniec postanowiłem trochę jeszcze podjąć ten temat i wskazać różnice między tymi tytułami. Oprócz tego, co już wcześniej napisałem, istotną różnicą jest podejście do scen walki. W Daredevilu były one istotnym elementem w zasadzie każdego odcinka i to, co wyróżniało ten serial. W przypadku Jessiki Jones nie mają one tak dużego znaczenia. Oczywiście występują one, ale ani nie są tak częste, ani nie są tak spektakularne, ani nie trwają tak długo. W zasadzie to dobrze, bo chyba by nie pasowałoby to do kompletnie innej specyfiki serialu. Drugą różnicą są moce bohaterów. W Daredevilu praktyczne niezwykłe moce nie występują oprócz głównego bohatera. W Jessice Jones są dosyć częste: Jessika ma niezwykłą siłę, Killgrave włada umysłami innych, Luke Cage ma niezniszczalną skórę. Żeby natomiast widz nie miał wątpliwości, że zarówno Matt Murdock jak i Jones żyją dokładnie w tym samym Nowym Jorku, pod koniec serialu Jessica spotyka Claire Temple, która postanawia jej pomóc i twierdzi, że już miała do czynienia z takimi jak ona 🙂

jessica_Jones_06

Podsumowując Jessica Jones, to naprawdę solidny serial, który uważam za zdecydowanie lepszy od Daredevila. Może jest mniej widowiskowy, ale za to czuć, że scenarzyści się starają i pracują, a nie wykorzystują generyczne dialogi. Do tego dochodzi świetny czarny charakter oraz super postacie drugoplanowe, które też są wielowymiarowe. Wszystko to sprawia, że historia staje się bardziej wiarygodna. Do tego twisty fabularne mniej lub bardziej przewidywalne powodują, że z większą uwagą i zaciekawieniem ogląda się kolejne epizody  i to bez uciekania się do takich sztuczek jak porywające sceny walki. Zabrakło mi jednak tutaj jeszcze mroczniejszego podejścia do tematu. Ta postać i historia nadaje się na jeszcze bardziej pesymistyczne potraktowanie i kategorię R, wówczas jeszcze bardziej byłaby przejmująca i wciągająca. Ogólnie polecam ten serial i jeśli ktoś ma dylemat czy obejrzeć Daredevila czy Jessikę Jones, ja powiem bez wahania, że Jessikę.

Wszystkie zdjęcia w artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.