Battlestar Galactica ? ?Epiphanies? (odcinek 2×13, recenzja)

Odcinek ciągnie dwa ważniejsze wątki, a pierwszy z nich dotyczy sabotażu. Okazuje się, że ktoś w imię pokoju z Cylonami próbuje sabotować działania wojska, co jest dość pokrętną logiką. W imię spokojnego życia grupa ludzi naraża na śmierć nie tylko żołnierzy (skrytobójczo), ale również przeprowadza samobójcze ataki. Uważam to za dość pokrętną logikę – zabijać w imię życia, ale ok. Scenarzyści pewnie coś kombinują…

Drugi wątek opowiada o umierającej pani prezydent, która przed śmiercią chce zamknąć jedną kwestię: chce zabić dziecko Sharon, ponieważ z niewyjaśnionych powodów uważa je za zagrożenie dla ludzi. Nie powiedziano dlaczego. Wiadomo tylko, że dziecko ma dość dziwne wyniki badań, co powinno być zrozumiałe, skoro jest hybrydą dwóch gatunków. W tej sytuacji nienaturalne wyniki badań medyczną są jak najbardziej oczekiwane. Dlaczego wcześniej nie chciano pozbyć się dziecka? Już nie wspominam o cudownym leku na wszelkie dolegliwości pani Roslin.

Przyznaję, że tak jak do tej pory chwaliłem konsekwencję i logikę scenarzystów, tak ta historia troszkę mnie zawiodła. Oba główne wątki są jakieś takie… przekombinowane. Widać, że po wcześniejszych odcinkach, w których akcja posuwała się do przodu w dość szybkim tempie, scenarzyści nie chcieli spoczywać na laurach. Problem w tym, że coś im nie wyszło…