Battlestar Galactica ? ?Resurrection Ship? (odcinki 2×11 i 2×12, recenzja)

Poprzedni odcinek kończy się o-mało-co starciem dwóch ludzkich okrętów. Ale było wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie. Nagle pojawia się Starbuck ze zdjęciami tajemniczego cylońskiego okrętu, a wtedy Adama i Cane godzą się w imię wyższej konieczności. Mówiąc inaczej postanawiają zawiesić prywatną wojnę, by razem zniszczyć ów okręt Cylonów. Oczywiście topór wojenny może zostać wykopany w każdej chwili.

Nie powiem, jeśli chodzi o przygotowania do ataku, a następnie o samą potyczkę, to całość przeprowadzona była całkiem fajnie. Widać, że jeśli ludzie mają możliwość zaplanowania akcji i czas na odpowiednie przygotowania, to nie są im w stanie oprzeć się nawet 3 ogromne okręty wroga. Tym mocniej widać fakt, że Cyloni zniszczyli Kolonie za pomocą skrytobójczego ataku. Widocznie inaczej nie byliby w stanie nas pokonać. Jeśli zamysłem Twórców było uzmysłowienie takiej myśli widzom, to jak najbardziej im się to udało.

Twórcy BSG zaczynają nadużywać retrospekcji. Tym razem znowu zaczyna się „trzęsieniem ziemi”, a potem dostajemy informacje o tym, co się działo 48 godzin wcześniej. Nie jestem tylko pewien, czy to dobry pomysł, bo brakuje mi tu celowości tego zabiegu.

Wspominałem też w jednej w poprzednich recenzji, że pani prezydent ma jaja. Tu z kolei pokazuje swoją intrygancką naturę. No sorry, ale planowanie zabójstwa? Mocne. O ile jednak jestem w stanie przełknąć taką zmianę jej osobowości (chociaż może od początku delikatność była tylko maską), o tyle załamanie nerwowe Apollo zupełnie do mnie nie przemawia. Jak to? Gość, który brał udział w wielu walkach, as lotniczy, żołnierz, któremu kilkukrotnie przystawiano spluwę do skroni, twardziel i piękniś nagle pęka? I to tak zupełnie bez powodu? No chyba, że załamał się, bo jego idol planuje z prezydent skrytobójcze morderstwo. Ale nie przemawia to do mnie.

Generalnie odcinki nie są złe i trzymają wysoki poziom. Podoba mi się pokazanie spięcia, między dwoma dowódcami, a także reakcje osób zaangażowanych w zabójstwo. Tak jak nie lubię postaci Gajusa Baltara, tak doceniam aktorstwo wcielającego się w tę postać Jamesa Callisa. Z całego odcinka zapada też w pamięć tekst, jaki pani prezydent wygłasza o swojej nieznajomości wojskowych procedur.

Jest dobrze.