Wrażenia z filmu Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości oczami załogantów Pifka

Relacja według Wookiego

Komiksowym fanboyem nie jestem i żadnym uczuciem ani nietoperka ani pięknisia z S na klacie nie darzę, więc od tej strony jakoś nie paliłem się wielce do tego tytułu. Co innego jeśli chodziło o reżysera widowiska, czyli Zacka Snydera, który zrobił dla mnie najlepszy film o komiksowych superbohaterach, czyli Watchmen – Strażnicy. Fakt, że ostatni jego film, czyli Man of Steel pozostawiał wiele do życzenia, ale liczyłem po cichu na to, że Batman v Superman to będzie powrót do formy, tym bardziej, że potencjał jest. Przez to wszystko ciekawość mnie zżerała od dłuższego czasu.

Początek filmu był, muszę przyznać, rewelacyjny. Klimat Sydera i Watchmenów wyczuwalny. Na wstępie dostajemy szybko genezę powstania Batmana i szybko przechodzimy do scen znanych już z Man of Steel – finałowej walki Supermana z Zodem. Tym razem jednak widzimy te wydarzenia okiem Bruce’a Wayne’a, który akurat był w Metropolis. Wyszło to całkiem nie najgorzej, a do tego łączy bezpośrednio oba filmy. Dalej dostajemy możliwość poznania sytuacji naszych tytułowych bohaterów. Z jednej strony zmęczony już walką z przestępczością Batman, który co raz mniej ma cierpliwości i staje się co raz bardziej bezwzględny i okrutny. Z drugiej Superman, który nie może odnaleźć się w nowej sytuacji, gdzie ludzie na całym świecie zaczynają traktować go jak boga. Dla mnie to rewelacja. Pomysł i atmosfera daję radę, jednak zabrakło porządnego wykończenia. Być może, reżyser trochę przesadził z dosadnością i akcentem jaki postawił w tym miejscu, gdy się widzi 4 sytuację, w której supermen układa się w pozycję jaką Rzymianie krzyżowali skazańców, miało się ochotę powiedzieć „Ok Zack, skumaliśmy już w 3 poprzednich scenach… mesjanizm… już wystarczy, serio kumamy…”. Z drugiej strony, zabrakło czegoś w tym zmęczeniu Batmana, za co już obwiniam zbyt niską kategorię wiekową filmu.

batman superman 0

W całą tą sytuację miesza się niejaki Lex Luthor, czyli nemiesis Supermana z łam komiksów i innych produkcji o tym superbohaterze.  Dla mnie postać ta jest rewelacyjna – mam słabość do dobrze wykreowanych psycholi w roli czarnego charakteru, a że nie jestem w żaden sposób przywiązany do żadnego wcześniejszego wizerunku tej postaci to nie mam żadnych argumentów w temacie, czy taki powinien być Lex czy też nie. Cała jego intryga choć raczej łopatologiczna, to dawała radę i co więcej przystosowywał swój plan do dynamicznie zmieniającej się sytuacji. Nie będę się wdawał w szczegóły co i jak, ale jakoś to wszystko ze sobą grało i miało sens w zasadzie do ostatecznej walki w finale filmu poza jednym motywem… Wonderwoman. Postać ta jest tak na siłę doklejona do tego filmu, że głowa boli. Co więcej, Gal Gadot wcielająca się w tę heroinę po prostu totalnie poległa i kompletnie zniechęciła mnie do oglądania filmu o tej bohaterce. Wycinając tę postać ze scenariusza, fabuła nie ucierpiała by w najmniejszym stopniu.

batman superman 1

Nie można też nie wspomnieć o dwóch bardzo ważnych postaciach, czyli Alfredzie oraz Lois Lane. Ten pierwszy grany przez Jeremy Ironsa jest dla mnie świetny. Pierwszy raz nie jest to sztywniak w smokingu, który jest lokajem Bruce’a Wayne’a. Tym razem bardzo czynnie pomaga on Batmanowi w jego walce z przestępczością w Gotham City – tworzy i naprawia sprzęt, jak trzeba przejmuje zdalną kontrolę nad batpojazdami. Do tego przestał być tak formalny w relacjach z Waynem, a przy tym wszystkim pozostaje jego przyjacielem i najbliższą rodziną. Lois natomiast jest całkowicie na drugim biegunie. Jej cała rola w wydarzeniach z filmu jest kompletnie naciągana i przesadzona. Szkoda, że scenarzyści i reżyser nie poprzestali na ukazaniu jej w podobnym świetle, co Alfreda, czyli kim jest i jak ważna jest dla Supermana.

Przed podsumowaniem muszę jeszcze wspomnieć o kilku rzeczach. Po pierwsze, muszę pochwalić postać w jaką wcielił się Laurance Fishburne, czyli Perry’ego White – naczelnego gazety Daily Planet. Był on tym idealnie wyważonym punktem humorystycznym w tym bardzo poważnym filmie. Wielkie brawa, bo w zasadzie dosyć drobna to rola, ale mocno zapadła w pamięci. Nic złego nie można powiedzięc też o warstwie wizualnej filmu. Wszystko wyglądało świetnie, efekty robiły swoją robotę. Do tego w końcu dobrze wyglądający Batmobile i inne gadżety Batmana. Zastrzeżenia natomiast mam do Geografii. Metropolis i Gotham City to w zasadzie jedno miasto przecięte rzeką lub zatoką. Nawet komuś takiemu jak ja, który nie zna się na komiksowym uniwersum DC wydało się to co najmniej dziwne.

DSC_0416

Przyszedł czas na podsumowanie i ocenę, która nie była łatwa. Po wyjściu z kina miałem bardzo mieszane uczucia co do tego filmu. Mimo kilku błędów i niedociągnięć byłem zachwycony pierwszą częścią filmu, ba w zasadzie całością poza kulminacyjną walką. Jednak końcówka mnie trochę przybiła: Wonderwoman od czapy, Lois nie wiadomo po jaką cholerę, debilny pomysł, żeby akurat w tym momencie niz gruchy ni z pietruchy sobie pożartować (podobno w polskim dubbingu to już w ogóle przeszli tu samych siebie) i inne głupoty,  których tutaj nie zdradzę, sami musicie zobaczyć 😛 Zack Snyder wrócił zdecydowanie do lepszej formy, jednak mam wrażenie, że podcinały mu skrzydła dwie rzeczy. Po pierwsze, scenariusz, w który wyraźnie producenci/wytwórnia ingerowali i spartolili nieco sprawę. Po drugie kategoria wiekowa, przez którą czasami obraz tracił według mnie na wiarygodności. Wszystko to spowodowało, że ostatecznie oceniam ten film na 7/10 i zdecydowanie mogę go polecić, jednak trochę szkoda, bo gdyby nie te wady, o których wspomniałem przed chwilą, to spokojnie jeszcze dwa oczka więcej bym mu dał.

Relacja według Mavisa

Batman i Supermen; dwie ikoniczne postacie ze świata komiksu spotykają się po raz pierwszy na Srebrnym ekranie i co ciekawe są przeciwnikami. To chyba najciekawszy aspekt tego filmu, a mianowicie odpowiedź na pytanie, co doprowadziło dwóch Herosów do tego, aby się nawzajem zwalczyć? Odpowiedź znajdziecie w filmie, dlatego nie będę Wam psuł tej zabawy.  Wracając do samych postaci, wyraźnie widać, że cały obraz w większości skupia się na postaci Batmana, który jest tu bardzo dobrze dopracowany i o dziwo Ben „Śmiałek” Affleck  wiarygodnie zagrał swoją postać. W mojej kwalifikacji znalazł się na drugim miejscu, zaraz za Michaelem Keatonem ( w tym przypadku mojego absolutnego faworyta – Kevina Conroya nie liczę ). Natomiast przez cały czas miałem wrażenie, ze postać Supermana była oddana zbyt patetycznie, przez co nie obdarzyłem tej postaci sympatią. Może ten fakt ma związek, z samym procesem tworzenia tego filmu… gdyż na samym początku miał to być reboot Batmana, potem dorzucili do tego Supermana, a potem dowalili wszystkich założycieli Ligi Sprawiedliwych. Tak, to chyba największy zarzut do tego filmu, iż twórcy chcieli skompresować w nim zaległości względem Marvela i jak najszybciej doprowadzić do Avengersów, yyyy tj do Ligi Sprawiedliwych.

batman superman 2
Batmobil

Jako plusy, podobnie jak Wookie mogę wymienić: postać Alfreda, Batmana, Perry’ego , czy naprawdę świetnie wykonany Batmobil, ( Batwing już mniej mi się podobał, ale też był wyglądowo ciekawy).

Jako minusy: Lois Lane, której obecność na ekranie mogła by się skończyć wraz z drugim aktem, oraz Wonder Woman, która aż tak cudowna nie była.

Natomiast postać Lex Luthora nie przemówiła do mnie. Jakoś tą postać kojarzę, z zakulisowymi działaniami, zimnem, precyzją i wyrachowaniem. W filmie miałem wrażenie, że jego działania są bardziej impulsywne i że coś tam w głowie nie styka, a przede wszystkim mój obraz Lexa był rujnowany przez liczne wystąpienia, w których prawie powiedział „Hej to ta za tym wszystkim stoję”, co kompletnie w moim przekonaniu nie pasuje na człowieka, który w licznych wcieleniach zostawał prezydentem USA.

W ogólnym posumowaniu oceniam film jako dobry – 7/10, z dużą nutą żalu, iż gdyby był to film tylko o Batmanie z kategorią R z pewnością zdobył by 9/10.

Spóźniona recenzja według Śmiecha

No tak… Nie udało mi się wybrać z resztą Pifkowiczów na seans, dlatego nadganiam temat i opisuje moje ważenia po samotnym oglądnięciu filmu. I powiem szczerze, że jest przeciętnie… Przed seansem nie udało mi uchronić przed przelewającymi się przez sieć opiniami, jaki to ten film jest zły, naciągany, nielogiczny i w ogóle paskudny. Średnio-pozytywne relacje Wookiego i Mavisa były tylko wyjątkami w morzu narzekań. Dlatego do seansu podchodziłem z nastawieniem, że to może być strata czasu, ale na szczęście okazało się, że niedociągnięć jest o wiele mniej, niż się spodziewałem.

Przede wszystkim mocno zaplusował u mnie Ben Affleck. Jego Batman jest całkiem wiarygodny, a motywacja do zabicia Supermana – chociaż łopatologiczna – to jednak można w nią uwierzyć. Poza tym to ciągle niezły bad-ass, który – gdyby dać mu czas na przygotowane się – to podobnie jak w komiksach jest w stanie dołożyć nawet Supermanowi i wyjść z tego cało pomimo braku jakichkolwiek mocy. To głównie przez niego pierwsza połowa filmu jest na prawdę ciekawa.

Ciut gorzej jest z Supermanem, bo ten miota się między samouwielbieniem i niezwracaniem uwagi na konsekwencje działań (jak w scenie z Lois w wannie), a cierpieniem gdy okazuje się, że ktoś go nie lubi, bo przypadkiem zrównał z ziemią Metropolis z paroma tysiącami mieszkańców w poprzednim filmie.

Mam mieszane uczucia co do Luthora. W komiksach był zimnym, piekielnie inteligentnym typem, a tymczasem tutaj to zwykły świr. Jego postać bardziej przypomina mi to, co normalnie robi Joker i może nawet byłoby lepiej, gdyby zmienić mu imię i pomalować na biało-zielono. A przynajmniej byłoby spójniej z komiksami. Nie podoba mi się to, że spuścił ze smyczy Doomsdaya, bo dlaczego miałby to zrobić? No ale ok. Gdyby nie odnosić się do tego, jaki był w komiksach i wszystko zrzucić na karb szaleństwa, to nie byłoby sprawy.

O rolach kobiecych się nie wypowiadam. Koledzy powyżej napisali wystarczająco.

Według mnie film ma bardzo dużą wadę. I nie chodzi mi tu o oczywiste wciskanie WW i reszty Ligi. Mam na myśli to, że bohaterzy – choć w większości nieźle umotywowani – to czasami strasznie utrudniają sobie życie. Dlaczego Clark posłuchał Lexa i poleciał bić się z nietoperzem, zamiast szukać Marty? Miał godzinę czasu na to, aby ją odnaleźć! Czego w ogóle chciał Lex od Supermana? Skoro znał jego wszystkie prywatne sekrety mógł go zniszczyć w inny sposób. Dlaczego Perry puścił Lois w sam środek walki? Przecież to jego najważniejsza reporterka! Przykłady można mnożyć. Podobnie z zadziwiającymi zbiegami okoliczności, które o mało co położyły film. Jedno słowo pokonanego Supermana wystarczy, żeby Batman zmienił do niego stosunek o 180 stopni i zamiast jak najgorszego wroga zaczął traktować jak kumpla. To tak na prawdę do tego momentu film oglądało mi się dość przyjemnie.

Przyznaję, że film oglądałem z przyjemnością. A przynajmniej przez większość czasu. Niestety brak logiki podlany patosem i powagą nie ułatwia seansu. Ponadto całość byłaby o niebo lepsza, gdyby nie wciskanie na siłę reszty członków Ligi i gdyby nie zbył łatwa, niesamowicie nieprawdopodobna przemiana Nietoperza. W skali szkolnej daje to ocenę dostateczną.