Daredevil – „Daredevil” (sezon 1, odcinek 13, recenzja)

Doczekałem finału serii i nie mogę powiedzieć, że przechodziłem przez męki, aby tutaj dotrzeć. Do tej pory Daredevila uważałem za solidny, ale przeciętny serial, który ma swoje braki i słabości. Jak przy tym wszystkim wypadł ostatni odcinek? Czy był na tyle mocny, że podniesie ostateczną ocenę tej serii w moich oczach? Poniżej postaram się wszystko spokojnie wytłumaczyć.

Na początek opowiem co nieco jednak o samym epizodzie. Zaczynamy od emocjonalnego mocnego wydarzenia bezpośrednio związanego z tym, co działo się w finale poprzedniego odcinka. Zarówno Karen jak i Matt obwiniają się o zaistniałą sytuację. Zapowiadało się dobrze, znów dramat, znów emocje – znaczy, że scenarzyści trzymają formę i w zasadzie tak jest już do końca odcinka. Co więcej, zaraz potem mamy kolejną emocjonującą sekwencję – konfrontacja i bardzo ważna rozmowa Foggy’ego i Matta, której szczerze mówiąc już się nie spodziewałem w tym sezonie. Do gry wraca stary dobry Nelson i przez chwilę dostajemy też starą dobrą kancelarię dwóch młodych obiecujących prawników.

Nie mogło też zabraknąć najsłabszego punktu serialu zaraz po scenarzystach używających generycznych dialogów, czyli Walona Fiska, który w międzyczasie, gdy nasi główni bohaterowie regulowali swoje sprawy, prowadził działania ostateczne w kontekście swojej genialnej organizacji przestępczej. I tutaj pojawiło mi się kilka przemyśleń, jak się dłużej zastanowiłem nad tymi patałachami. Po pierwsze skąd Fisk miał te pieniądze tak duże na wykupienie w zasadzie wszystkich mediów, policji, sądów, senatora(sic!)? Nie mówię, że nie mógł ich mieć, ale brakuje wyjaśnienia. Do tego po co w ogóle ta organizacja była, skoro w zasadzie sami jej członkowie konsekwentnie przyznają, że to co robią w zasadzie jest mało istotne. To wszystko sprawia, że są oni śmieszni i niewiarygodni. No i tutaj też mój ulubieniec mnie nie zawiódł. Znów motał się, okazywał w słabość, w zasadzie do końca nie wiem, dlaczego jego ludzie są mu wierni, no chyba, że rzeczywiście im świetnie płaci. Z perspektywy całej serii to jest naprawdę bardzo słabe i fabuła dla mnie na tym wyjątkowo mocno traci, kolejny dowód na to, że scenarzyści to lebiegi.

daredevil_0008

Wracając do głównego wątku, kilka rzeczy jest jednak pozytywnych. Przede wszystkim zaskoczyło mnie ( i to po raz pierwszy w tym serialu w pełni) to, w jaki sposób rozwiązano sprawę Fiska (ok spoiler, ale czego byśmy się spodziewali w ostatnim odcinku sezonu, jak nie ostatecznej konfrontacji?). Co ważne, ogólny wydźwięk tej akcji jest taki, że system prawny działa nawet w tak beznadziejnej sytuacji, ale co smutne sam sobie nie poradzi. Potrzebny jest jednak zamaskowany wojownik wyjęty spod prawa, jako katalizator lub wzmacniacz prawa.

Oczywiście ostatni odcinek nie mógł obyć się bez ostatecznej, megawalki szwarccharakteru z superbohaterem i to już prawdziwym stroju Daredevila, na który pewnie wszyscy fanboy’e czekali od pierwszego odcinka, ba ja też czekałem, a co 😛 W prawdzie, były lepsze pojedynki na przełomie tych trzynastu odcinków, ale nie mogę powiedzieć, że to co zobaczyłem tutaj mnie zawiodło. Zanim jednak doszło do mordobicia dokonała się ważna rzecz zarówno Matt i jego główny antagonista podjęli w końcu ostateczną decyzję jak mają postępować (jak zapewne pamiętacie, od jakiegoś czasu obydwoje byli w rozterce niczym klasyczny bohater romantyczny). Walka ma jeszcze jeden aspekt, na który muszę zwrócić uwagę, mianowicie świetnie dobrana, pompatyczna muzyka, oczywiście w motywie przewodnim serialu. Już wcześniej zwracałem uwagę na bardzo dobry soundtrack w tej produkcji i w przypadku finału sezonu mamy pełne dopełnienie ścieżki dźwiękowej o przynajmniej dwie bardzo dobre wariacje na temat ‚main theme’.

Nieubłaganie przyszedł czas podsumowań. Zacznę naturalnie od samego finałowego odcinka, który mnie nie zawiódł. Dzięki rozwiązaniu zastosowanym w wątku głównym nie było to banalne zakończenie. Oczywiście wszystko musiało się skończyć, tak jak się musiało skończyć, ale ciesze się, że scenarzyści przebudzili się na czas i przestali traktować ten serial po macoszemu, bo szczerze mówiąc spodziewałem się, że  nudy i kompletnej wtórności, a ostatecznie można było poczuć powiew świeżości. Wiadomo, że ta świeżość była jedynie na tyle duża, na ile pozwala konwencja serialu czy też produkcji o superbohaterach – pewnego szkieletu fabularnego nie da się przeskoczyć, bo fani by tego nie wybaczyli. Ja natomiast z chęcią by oglądał taką serię, która wybiłaby się poza utarte szlaki. Poza tym ostatni odcinek zakończył się całkiem poprawnie, bez stosowania clifhangera, którego nienawidzę, wyjaśniający kilka kwestii i pozostawiając ogromną przestrzeń do spekulacji, kto będzie głównym przeciwnikiem w kolejnym sezonie.

daredevil_0009

Muszę też ostatecznie ocenić cały sezon i/lub serial. Daredevil niestety nie wybił się poza przeciętność, ale ma też swoje mocne strony. Były niekiedy przebłyski wręcz bardzo porządnej produkcji, ale jak na razie scenarzyści muszą trochę bardziej przyłożyć się do swojej pracy. Na wielką pochwałę na pewno zasługują sceny walki, które są świetnie zrealizowane i nie przypominam sobie, żebym przez ostatnie kilka lat widział tak dobre sceny w innej telewizyjnej produkcji. Co więcej, operator, który kręcił niektóre z nich jest wręcz genialny – sekwencja z odbicia chłopca bodajże z drugiego odcinka to majstersztyk. Jeśli chodzi o aktorstwo, to też jest bardzo dobrze. Główni bohaterowie są naprawdę wiarygodni, czuć często ich emocje, rozterki itp. Największy zarzut mam jednak do głównego przeciwnika i jego organizacji przestępczej, które zwyczajnie nie trzymają się kupy. Sam Fisk to jakiś kompletny niedorajda życiowy, który z drugiej strony ma ogromną kasę, wszyscy się go boją, ale przy każdej konfrontacji ze swoimi wspólnikami trzęsie portkami. Sama ta współpraca z resztą też nie ma kompletnie sensu i ja tak naprawdę nie wiem po co i dlaczego się dogadywali i co gorsza nie chce wiedzieć. Ostatecznie nie mogę jednak powiedzieć, że cierpiałem oglądając cały sezon, ale mam problem z odpowiedzeniem na pytanie, czy poleciłbym ten serial. Odpowiedź brzmiałaby tak w przypadku fanów komiksów czy też uniwersum Marvela. Nie jestem oczywiście w stanie stwierdzić  jak bardzo jest to wierna adaptacja komiksów, ale podejrzewam, że była w tej produkcji ogromna liczba smaczków, które dostrzegą tylko miłośnicy gatunku. Dla zwykłych zjadaczy chleba, dla których Marvel i superbohaterowie są równie obojętni, co mnie, poleciłbym Daredevila jedynie warunkowo – jeśli podejdzie się do tematu na luzie i bez spodziewania się super fajerwerków czy superrozkminy. Zdecydowanie uważam go za lepszą produkcję niż Arrow, Flash czy inne słabizny, które produkuje obecnie stacja CW. Jesli jesteś fanem tych serialu, to podejrzewam, że Daredevil wręcz Cię zachwyci.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.