Pyrkon 2016 – relacja według Pifkowiczów

Relacja oczami Śmiecha

Bardzo tego żałuję, ale z różnych powodów nie mogłem w pełni cieszyć się tegorocznym Pyrkonem. W piątek z powodów rodzinnych musiałem zniknąć na dwie godziny w najciekawszym momencie. W sobotę byłem niedostępny przez pół dnia przez własną głupotę (oj, durny ja), a w niedzielę uciekałem do domu krótko po południu… Cała ta absencja sprawiła, że Pyrkon mignął dla mnie błyskawicznie i nie zdążyłem się w tym roku nacieszyć ani nim, ani widzianymi raz na rok przyjaciółmi. Pewnie dlatego poniższa relacja będzie bardziej marudzeniem, niż pełnoprawnym sprawozdaniem. Nie mniej jednak udało mi się zaobserwować kilka ciekawostek, którymi chyba warto się podzielić.

pyrkon2016_hook
Kapitan Hak i Dzwoneczek. Słodziutkie, prawda?

Przede wszystkim nie dało się nie zauważyć ogromnego tłumu, który opanował cały teren Poznańskich Targów. W tej chwili nie ma jeszcze oficjalnych statystyk, ale szacunki mówią o ponad 34 tysiącach osób, które przez trzy dni się tam przewinęły. To na prawdę bardzo dużo. Na tyle, że zaczynało to powoli przeszkadzać, bo na przykład nie dało rady spotkać się ze znajomymi i w spokoju z nimi porozmawiać (hej Gringo!). Tłum uniemożliwiał spokojne oglądanie rzeczy w hali wystawców, a ponadto nie było możliwe dostanie się na niektóre prelekcje. Przez to wszystko trochę zgubił się klimat konwentu. Gdy w szkole na Dębcu pojawiało się 600-700 osób, to po którymś razie większość znało się z widzenia i czuło się z ludźmi wspaniałe poczucie wspólnoty. Jest to niemożliwe, gdy ludzi jest 34 tysiące.

pyrkon2016_konkurs
Pifkowy konkurs SF. Chłopaki dają radę.

Ogromna ilość uczestników była też problemem na wszelkich konkursach. Na Pifkowy konkurs filmowy zgłosiło się chyba ponad 30 drużyn, a na „Ryjówkę” aż 63! Boleśnie odczułem to sam, bo organizowany przeze mnie konkurs najlepiej sprawdza się przy 5-7 drużynach, a pojawiło się ich trzy razy więcej. Nawet po eliminacjach i odrzuceniu części uczestników na placu boju zostało 8 drużyn, a to spowolniło rozgrywkę i niestety obniżyło jej dynamikę i atrakcyjność.

pyrkon2016_steampunk

Na plus jak zwykle można zaliczyć podejście ludzi do wszystkiego na Pyrkonie. Tak pozytywnie zakręconych, wesołych, przyjacielskich i po prostu wspaniałych osób nie ma nigdzie na świecie. Cosplayerzy dbający o najdrobniejsze szczegóły i niteczki na swoich kostiumach, wystawcy cierpliwie opowiadający po raz n-ty różnym ludziom o swoich zbiorach, free-huggerzy… Można wyliczać bez końca. To uczestnicy sprawiali, że było bajecznie i kolorowo (nawet pomimo tego, że przez cały czas nad MTP wisiały ponure, szare chmury).

pyrkon2016_sg1
Ekipa Pifka wynurza się z horyzontu zdarzeń.

Po Pyrkonie naszła mnie jeszcze jedna myśl: jak bardzo zmienia się fandom. Kilkanaście lat temu fantastyka oznaczała głównie Sci-Fi i Fantasy. W szkole na Dębcu można było pogadać z Oramusem, Jęczmykiem, Parowskim, manga i anime miały jedną salę, a na niewielkim stoisku można było kupić książki i komiksy. Na Pyrkonie 2016 sprzedawcy oferowali o wiele mniej książek, a zamiast tego na stoiskach dominowały zabawki, poduszki, przytulanki, torby, koszulki, kubki, figurki… Do tego gdzieś zniknął element twardej fantastyki, a większość asortymentu miała motywy bajkowe, kreskówkowe i mangowe. W morzu bibelotów z kreskówką „Adventure Time” i Hatsune Miku z trudem znajdowałem rzeczy, które są mi o wiele bliższe. Było trochę zabawek z Gwiezdnych Wojen, ale nie znalazłem ani jednej rzeczy z logiem Star Treka lub BSG. Jako miłośnikowi podróży kosmicznych i motywu podróży w czasie taka zmiana proporcji nie bardzo mi się podoba…
DSC_0017

Generalnie nie było źle. Pomimo wpadek organizacyjnych (nie było nas w informatorze konwentowym, ani na mapie!) i permanentnego braku czasu (plus kilkugodzinnej absencji codziennie) oceniam konwent na niewielki plus. Nie będę wspominał tegorocznej imprezy z takim rozrzewnieniem jak Pyrkonu 2015, ale i tak było kilka fajnych momentów, dla których warto było się pojawić. Jako PIFKO prawie dotarliśmy do finału Ryjówkowego Konkursu Filmowego, co jest nie lada wyzwaniem (odpadliśmy w ostatniej rundzie, gdy z 60 drużyn zostało 5). Zobaczyłem O’Campę w mundurze, a to też nie zdarza się codziennie. 🙂 Mam fotkę z pistoletem nad ciałem biednego Greedo w kantynie Mos Eisley, itd.

Pozostaje mieć nadzieję, że za rok będę na Pyrkonie na 100%. A w międzyczasie można się jeszcze wybrać na coś mniejszego…

A na koniec niezapomniany tekst Vanji:

  • Ponton nam jebło. (Do mikrofonu, w sali z ludźmi w najróżniejszym wieku.)
  • Vanja!!!!
  • No co? Nie znam zamiennika słowa „ponton”!

Relacja oczami Wookiego

Dla mnie Pyrkon 2016 był bardzo nietypowy ze względu na niewielką ilość prelekcji, na jakie udało mi się dotrzeć. Głównie próbowałem sił w konkursach i tak rozpocząłem konwent konkursem Pixarowym, w którym walczyłem razem z Bartasem i Mavisem. Jednak nasze gusta rozkładały się inaczej niż prowadzących, które upodobały sobie trylogię Toy Story, z której było przynajmniej 50% pytań oraz  Meridę, dodatkowe 10% pytań. Skończyliśmy nie najlepiej, ale na rozgrzewkę w sam raz. 🙂

W piątek odbył się również nasz premierowy konkurs Science-Fiction, który mamy nadzieje wypadł dobrze, chociaż jesteśmy świadomi tego, że kilka rzeczy nadaje się w nim do poprawki. Mimo wszystko byliśmy pozytywnie zaskoczeni wiedzą, jaką prezentowali nasi uczestnicy oraz samą frekwencją – w eliminacjach wzięły udział 32 drużyny! Na następnych edycjach konkursu możecie się spodziewać jeszcze ciekawszych konkurencji.

Sobota była bardzo różnorodna. Był czas na zwiedzenie wszelkich stoisk wystawców, których było tak dużo, że na pewno wszystkiego nie ogarnąłem. Wrażenie na mnie zrobiły oczywiście wystawy ogromnych modeli z Gwiezdnych Wojen, wystawa LEGO (w której nota bene również królowały Star Warsy), kantyna… tak, też gwiezdnowojenna. Tłumy były tak duże, że nie jestem w stanie powiedzieć nawet w 1/4 co oferowały sklepiki, ale zauważyłem, że coraz częściej pojawiają się w nich już nie tylko motywy z Gwiezdnych Wojen, ale również innego science-fiction. Sam wypatrzyłem na stoisku ze skórzanymi, drewnianymi i metalowymi pierdółkami kilka gadżetów ze Star Treka. Popołudnie to znów konkursy. Najpierw legendarna filmowa ryjówka, w której z roku na rok co raz lepiej nam idzie, a tym razem kolektywnie doszliśmy do pierwszej piątki. Później PIFKOwe, a głównie Śmiechowe „Caption this!”, które mamy nadzieje wyszło bardzo dobrze. Sala wydawała się bawić bardzo dobrze. Na koniec polegliśmy w eliminacjach w filmowym konkursie Gwiezdnych Wojen. Później była już tylko kolacja oraz integracja do późnego rana. 😀

Niedziela mignęła nawet nie wiedzieć kiedy. W zasadzie pochodziłem jeszcze trochę po stoiskach, pograłem w planszówkę i poszedłem na koniec na jedyną klasyczną prelekcję w tym roku – „Czy leci z nami Pilot?”, w której prowadzące omawiały piloty serialów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Świetne prowadzenie, świetny temat, jednym słowem brawo.

Podsumowując, nie wygraliśmy żadnego konkursu, nie byłem praktycznie na żadnej prelekcji. W końcu udało mi się zagrać w jakieś nowości planszówkowe: Odbudowa Warszawy oraz Kacper Ryx. Obie propozycję uważam za bardzo udane tytuły, w które chętnie jeszcze nie jeden raz zagram. Nie mogę powiedzieć, że Pyrkon 2016 to porażka, wręcz przeciwnie, uważam, że jak zawsze jest to bardzo udana impreza. Na pewno był on jednak dla mnie całkiem inny niż jakikolwiek dotychczas. Przytłaczająca była liczba ludzi, która z jednej strony na pewno cieszy, bo Poznań gości dzięki temu największy w tej części Europy konwent, natomiast momentami tłumy były bardzo męczące. Organizacyjnie nie mogę nic złego powiedzieć, wszystko grało, aczkolwiek docierały informacje o problemach z przepustowością bramek w sobotę rano, z którymi szybko z resztą się podobno uporano. Od strony programowej było raczej ok, szkoda tylko, że nie udało mi się dotrzeć na punkty, które mnie interesowały. Na ogromny plus jak zawsze zasługują oczywiście ludzie. Znajomi, z którymi można się spotkać raz na rok tylko przy okazji Pyrkonu. Tony śmiechu, dyskusji i wszelkich rozmów wystarczą na podładowanie baterii na kolejny rok. Nieznajomi, którzy są przyjaźni, życzliwi i uśmiechnięci, jakby przyjechali z dalekiego kraju. To wszystko składa się na magię i klimat tego miejsca i mimo ciągłych widocznych zmian Pyrkon jak na razie tego nie utracił.

 

Relacja oczami Mavisa

 

Dla mnie Pyrkon 2016 rozpoczął się sporo tygodni wcześniej, gdyż kwestie organizacyjne było trzeba omówić odpowiednio wcześniej – wiadomo wystawa sama się nie zrobi…
Jak z pewnością się domyślacie, sprawy techniczne związane z przygotowywaniami nie są ciekawym tematem, dlatego ten okres pominę.

Konwent jak dla wielu wystawców rozpoczął się już w czwartek. Dla mnie i całego PIFKA ustawienie wystawy było częścią rytuału związanego z tym wydarzeniem, dlatego sprawnie ogarnęliśmy temat. Efekt tych starań mogliście sami ocenić.

pyrkon2016_wystawa
PIFKOwa Wystawa Sci-Fi

Piątek-Niedziela:
Hmmm nie wiem jak to się stało, ale te dni minęły jak błyskawica, zacierając granice dnia i nocy. Moje wspomnienia ograniczają się do: bycia na konkursach, prowadzeniu konkursów, jedzeniu i odrobiny snu.
O dziwo w tym roku nie byłem na żadnej prelekcji.  nawet na części sklepikowej byłem zaledwie 20 minut.

Za to miałem liczne okazję do rozmów ze znajomymi, którzy przybyli z rożnych zakątków Polski i Europy. Była to też okazja do poznania na żywo osób z którymi miało się tylko przyjemność rozmawiać przez internetowe środki komunikacyjne. Tak więc m.in. miałem możliwość wymienić się wiedzą i spostrzeżeniami wśród wystawców, którzy również byli na antresoli.

pyrkon2016_inne wystawy
Bitwa o Hoth

Nie jestem pewien jak to się to do końca stało, ale udało mi się dostać do kolejki prowadzącej do Davida Webera. Jak zawsze ludzie na konwencie nie zawiedli i oczekiwanie spędziłem na rozmowie z przypadkowo zgromadzonymi ludźmi. Czasu wystarczyło nawet na rozmowę z Radosławem Kotem, z którym znamy się od dłuższego czasu. ( dla osób które nie są związani z tematem, śpieszę z pomocą – Pan Kot tłumaczy obecnie książki owego pisarza). Przybywszy do stołu nie zabrakło krótkiej rozmowy z samym autorem, jak i wykonanie pamiątkowego zdjęcia. Naturalnie odszedłem szczęśliwy z dwoma nowo podpisanymi tomami.

pyrkon2016_David_Weber_Mavis
David Weber i Mavis

Szkoda, że w niedzielę było trzeba już ten piękny czas zakończyć, spakować wystawę, udać się na PIFKOwą Pizze i rozjechać się do domów, aby w poniedziałek wstać do pracy.
Niestety przez ten cały czas najsmutniejszym widokiem, był obraz wybebeszonego z gadżetów Sci-Fi mojego pokoju – naturalnie z korzyścią dla Was 🙂

 

Zapraszamy za rok na Pyrkon 2017 !