Daredevil – „The ones we leave behind” (sezon 1, odcinek 12, recenzja)

Przedostatni odcinek sezonu zobowiązuje i scenarzyści Daredevila wydają się to doskonale wiedzieć. Musze przyznać, że wraz ze zbliżającą się końcówką serii, coraz lepiej myślę o tym serialu. W końcu brak tu wulgarnej wręcz wtórności i generycznych dialogów. Nie ma też jakiejś wybitnej błyskotliwości, jednak zdecydowana poprawa jakości jest mocno zauważalna.

Ten odcinek uważam za jeden z najlepszych, jak nie najlepszy z serii, ale paradoksalnie niewiele mogę o nim napisać. Dzieję się tutaj dosyć dużo – mamy sporo wątków, które wyraźnie szykują się pod finał sezonu. Nie wdając się w szczegóły mogę jedynie powiedzieć, że tytuł odcinka jest bardzo znamienny i istotny dla każdej postaci ujętej w tym epizodzie. Nie ma tutaj dynamicznej akcji, odcinkowa misja Daredevila jest traktowana raczej pobieżnie, mimo że zajmuje się  kolejnym członkiem organizacji przestępczej (tak jak przewidywałem to  w pierwszym odcinku), z resztą jednym z najciekawszych, bo jak wiecie nie przepadam za czarnymi charakterami w tym serialu. Nie do końca rozumiem sens tego, dlaczego ta postać w ogóle wchodziła w układ z Fiskiem, a tym bardziej nie pojmę tego, dlaczego w swoim biznesie wykorzystywała armie niewidomych, która jest kompletni bez sensu,jednak sam szef tej grupy stał się na koniec lekko intrygujący. W zasadzie nie ma to znaczenia, bo cały ten interes od początku wydawał się po prostu głupi.

daredevil_0007

Dwa aspekty powodują, że uważam ten odcinek za bardzo dobry, jak na kategorię Daredevila ma się rozumieć. Po pierwsze świetny, w punkt trafiony krótki monolog Fiska na koniec epizodu, opisujący współczesny świat zapatrzony w internet, media społecznościowe i fotki kotów. Być może zbyt dosłowny, ale trafiony w punkt i co ważne nareszcie scenarzyści chociaż trochę się przebudzili i przestali generować dialogi z maszyny losującej. Z resztą sprawdza się ta zasada w całym odcinku, gdzie jeszcze jest kilka sytuacji, gdzie dialogi naprawdę trzymają solidny poziom. W zasadzie większość odcinka jest przegadana, ale akurat w tym przypadku dobrze to robi serialowi. Dzięki temu, w końcu widać emocje i dramatyzm, co jest tym drugim aspektem, o którym chciałem wspomnieć. Wszelkie uczucia malują się na twarzach bohaterów, które dostały od życia tym razem mocno w kość i tym razem to po nich widać.

Szkoda, że tak późno scenarzyści stanęli do końca na wysokości zadania i zabrali się do roboty, bo nareszcie Daredevil zaczyna robić się solidnym serialem nie tylko dla fanboy’ów komiksów Marvela. Jeśli finał utrzyma taki poziom, to z pewnością zawyżę ostateczną ocenę tego serialu, który jak na razie uważam za przeciętniaka z dobrymi scenami walki.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.