Star Trek Enterprise: Vox Sola ? recenzja (odcinek 1×22)

Na Enterprise pojawia się tajemnicza istota, której celem jest wchłonięcie załogi dzięki czemu może się rozwijać. Na nieszczęście tej istoty ludzka załoga nie ma zamiaru się poddać…

Mam wrażenie, że przez takie zagrywki ten serial został skasowany. W każdym serialu sf mamy motyw jakiejś syntetycznej istoty, która porywa załogantów i zawija ich w kokony. Naprawdę nie rozumiem dlaczego, jak mi się wydaję kreatywni scenarzyści, łapią się takich chwytów. Rozumiem, że kontrakt mówi o 26 odcinkach w sezonie i czasami pomysłów brak, ale bez przesady. Tak naprawdę to pisze o tym odcinku tylko z redaktorskiego obowiązku, bo to słabizna jest i beznadzieja. Nieładnie panowie scenarzyści nieładnie. Może jeszcze użyjemy jeszcze schematu „mój własny wróg” albo „siedmiu wspaniałych”? (tak, wiem dojdziemy do tego). Naprawdę mnie to irytuję zwłaszcza, że Star trek jest tak bogatym uniwersum, że nie potrzebuje takich tanich chwytów.