Daredevil – „The Path of the Righteous” (sezon 1, odcinek 11, recenzja)

Jedenasty odcinek Daredevila to kawał solidnej roboty scenarzystów. Bardzo dużo się dzieje w wielu watkach, co w zasadzie nie powinno dziwić, po poprzednim epizodzie, który kładł nacisk głównie na jeden z nich. Teraz ciężar jest już rozłożony równomiernie i jest naprawdę dobrze. W zasadzie dużo tutaj gadania, ale w żadnym wypadku nie jest to wada.

Jak wspomniałem w „The Path of the Righteous” wiele się dzieje. Na początek dostajemy krótką scenę z Clarie Temple i uregulowanie jej relacji z Matem a następnie na dokładkę Karen również przeprowadza ważną rozmowę z Murdockiem. Szybkie przeniesienie do obrazu jak sobie z sytuacją radzi Foggy i już mamy pierwsze zaskoczenie – i dobrze, w końcu zaczął mnie zaskakiwać ten serial. Co nawyprawiał Nelson nie zdradzę, ale powiem szczerzę, że tego bym się nigdy nie spodziewał. Problem w tym, że w tym odcinku mamy też sporo standardowych, generycznych dialogów powsadzane w niektóre sceny, co powoduje, że zamiast pompatyczności wychodzi momentami lekki kicz i niejako kompensuje pozytywne zaskoczenia jakich tutaj możemy doświadczyć.

U mojego ulubionego szefa wszystkich szefów w zasadzie po staremu, ale po tym jak jego wątek kończył się poprzednio, niczego innego się nie spodziewałem. Niestety akurat Walon mnie nie zaskoczył. Na plus za to zasługuje w końcu postać Wesleya – głównego przydupasa Fiska. To co nawyprawiał w drugiej części odcinka i to jak się ów odcinek zakończył zasługuje na pochwałę. W prawdzie scena dramatycznej i pełnej napięcia rozmowy z Karen mocno zerżnięta jest z Matrixa, ale po tej wyraźniej kalce z każdą sekundą robiło się coraz lepiej, aż do świetnego końca. Jest to zdecydowanie najlepsza końcówka odcinka do tej pory w serialu.

U samego Daredevila też się sporo działo. Znów ważną rolę odegrał spowiednik Matta. Mieliśmy też cieszącą oko scenę walki. Najważniejsze jest jednak to, że w tym epizodzie mamy zaczątek powstawania kostiumu naszego diabełka, na którą wszyscy podobnie jak ja czekali przez cały sezon.

Podsumowując jest to trzeci z rzędu dobry odcinek Daredevila, szczególnie zakończenie zasługuje na pochwałę i powoduje, że od razu ma się ochotę a nawet przymus oglądania kolejnego, żeby zobaczyć jak to wszystko się skończy. Jednak w to, że scenarzyści porzucą ścieżkę generyczności i braku oryginalności wierzyć już przestałem. Serial ma momenty niezłe, czasami nawet bardzo dobre, jednak przeważnie niestety wieje kalką, wtórnością a nawet kiczem, ale nadal ogólnie ogląda się go przyjemnie – poza szefem wszystkich szefów i jego organizacją.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.