Battlestar Galactica ? ?The Farm? (odcinek 2×05, recenzja)

Ciężki to odcinek, bardzo ciężki. Starbuck zostaje trafiona i ranna podczas walki z Cylonami. Nieprzytomna trafia do czegoś, co na pierwszy rzut oka przypomina szpital, ale kryje bardzo mroczną tajemnicę…

Pisałem już o tym, że to nie serial dla dzieci, a ten odcinek tylko to potwierdza. Eksperymenty, które Cyloni robią na kobietach to nie przelewki. Jest ponuro, dołująco i beznadziejnie. Na szczęście końcówka jest choć trochę optymistyczna, chociaż może zastanawiać, jakim cudem Starbuck tak szybko znalazła miłość swego życia. A może to przejścia w „szpitalu” i trauma tak ją zmieniły?

Przyznaję, że zdziwiło mnie zachowanie komandora Adamy po odzyskaniu zdrowia. Wiadomo, że jest lepszym dowódcą niż Tigh, ale dlaczego nie anuluje jego decyzji i kontynuuje to, co zaczął jego zastępca? Czyżby lojalność i przyjaźń warte były dla niego więcej, niż los floty? Przyznaję, że mocno mnie to zdziwiło, bo we wcześniejszych odcinkach jego decyzje sugerowały coś zupełnie odwrotnego.

Na szczęście takie, a nie inne pokazanie jego charakteru przez scenarzystów nie wydaje się być nielogiczne, ale ma swoje mocne i prawdopodobne umotywowanie we wcześniejszych przeżyciach. Dzięki temu nie wydaje się być aż tak doskonały i płaski.