Star Trek Enterprise: Acquisition ? recenzja (odcinek 1×19)

Załoga statku zostaje uśpiona przez tajemniczą rasę kosmicznych złodziejaszków. Na szczęście Trip był wtedy w izolatce, więc może przyszykować odwet na przybyszach.

Wspaniały, cudowny i przezabawny odcinek. Co prawda wprowadzenie rasy Ferengi (choć ta nazwa nie pada w odcinku) wzbudziło spore kontrowersje. Oglądając bowiem chronologicznie Star Trek dowiemy się, że Federacja poznała Ferengi dopiero w czasach serialu „The Next Generation” za czasów kpt. Picarda. Moim zdaniem jednak nie ma tu żadnego problemu. Po pierwsze w „Enterprise” nie ma Federacji, więc Picard nie kłamał. Po drugie Archer zdający raport nie mógł użyć nazwy Ferengi bo jej nie znał. Po trzecie trochę wątpię czy kapitan statku chciałby się chwalić, że o mało nie pozwolił na totalne oczyszczenie statku ze wszystkich cennych rzeczy, zatem wszystkim czepialskim mówię stanowczo: wrzućcie na luz. Po za tym, rasa Ferengi została wspomniana już wcześniej w odcinku „Dear Doctor”. A sam odcinek, jak już mówiłem, jest naprawdę świetny. Scenariusz napisany z humorem (scena, gdy Ferengi znajdują psa Archera ? Portosa, po prostu miażdży) i sporą dawką luzu jest naprawdę ciekawy. Co więcej odcinek wpasowuję się w to, o czym pisałem wcześniej, czyli tworzenie w miarę spójnego uniwersum poprzez pokazywanie ras i technologii które będą się pojawiać lub rozwijać dopiero w TNG i reszcie tzw. trylogii XXIV wieku (TNG, DS9, VOY), bo w klasycznym Star Trek (TOS) Ferengich ze świecą szukać.