Battlestar Galactica ? ?Fragged? (odcinek 2×03, recenzja)

Zauważam pewną prawidłowość. Za każdym razem, gdy w recenzji odcinka marudzę o braku postępów w fabule, to w kolejnej odsłonie serialu mamy małą bombę. Tym razem zdarzyło się podobnie.

Pułkownik Tigh – pod nieobecność Adamy najwyższy stopniem na okręcie – wybitnie nie radzi sobie z władzą. Nie rozumie zależności pomiędzy rozkazami i problemami z ich wykonaniem. Nie zauważa następstw niektórych swoich decyzji, a jeśli nawet, to jest już za późno. W ten sposób zraża do siebie prawie wszystkich cywilów, a do tego sporą cześć podkomendnych. Chociaż jego żona-żmijka też nieźle miesza… W każdym razie kończy się przewrotem wojskowym.

Uderza jedno pytanie: jakim cudem Tigh awansował tak wysoko, skoro ewidentnie nie powinien tu zajść? Czyżby wszystko to zasługa Adamy, który ciągnął go za sobą i bronił przed skutkami złych decyzji? Aż wierzyć się nie chce. Dlatego uważam, że – choć postać Tigha jest ciekawa – to ten odcinek odsłonił troszkę słabo wiarygodną budowę postaci.

Ale za to całkiem podoba mi się to, jak zakończył się wątek pozostawionych na Kobolu rozbitków. Przy okazji widać, jak pod wpływem wizji z Numerem 6 mężnieje Batlar. To znowu rodzi kolejne pytania – czyżby Numer 6 działała wbrew Cylonom? Jaki ma sens wyprowadzanie Gajusa na dobrą drogę?

Ech… Oglądamy dalej. 🙂