Star Trek Enterprise: Shuttlepod One ? recenzja (odcinek 1×16)

Trip i Malcolm lecąc w wahadłowcu dokonują błędnej oceny sytuacji i uznają, że Enterprise został zniszczony. Niestety powietrza w wahadłowcu nie wystarczy na długo…

Niestety, ale jak dla mnie fatalny, schematyczny i nieciekawy odcinek. Wrzucając Tripa i Malcolma do wahadłowca i stawiając ich w sytuacji ekstremalnej, scenarzyści chcą osiągnąć dwa cele: pokazać charaktery obu postaci oraz pokazać nam jak tworzy się ich przyjaźń. W obydwu, jak się domyślacie, zawodzą. W pierwszym przypadku, bo przerysowują optymizm Tripa i pesymizm Malcolma, a w drugim, bo to tak oklepany schemat, że aż oczy bolą. Oczywiście każdy widz od początku wie jak skończy się ta historia i niczym nas tutaj nie zaskakują. No może akcją łatania wahadłowca pyrami (ziemniakami). Podobny zabieg(pokazania początków przyjaźni, nie z pyrami) został wykonany w serialu Star Trek DS9 do którego opisów niedługo dojdziemy. Problem leży w tym, że w tamtym serialu to miało o wiele mocniejsze podstawy. Przede wszystkim tam te dwie postacie się nie lubią przez co ta sytuacja ekstremalna ma dodatkowe napięcie i rzeczywiście możemy się zastanawiać jak potoczą się ich losy w tej sytuacji i co będzie, gdy przetrwają. Dodatkowo w DS9 mamy konflikt zbrojny, więc ta sytuacja zagrożenia nie jest, delikatnie mówiąc na siłę. No cóż musiało do tego dojść ? słaby odcinek Enterprise.