Battlestar Galactica ? ?Kobol’s Last Gleaming? (odcinki 1×12 i 1×13, recenzja)

Dwuodcinkowa końcówka pierwszego sezonu to prawdziwa petarda. Zmiany dotyczą wszystkich bohaterów, sytuacja obraca się sporo razy, a kilka wątków znajduje swoje rozwiązanie. Do tego wszystko ma jakieś swoje logiczne uzasadnienie, a wpadki i nieścisłości są dość niewielkie! Jest nieźle!

Do tej pory serial obracał się wokół dwóch wątków: pierwszy z nich dotyczył uciekającej przed Cylonami armady okrętów, a drugi doświadczeń z uczuciami, jakie na pozostawionym na Capricii Helo prowadziły maszyny. Wszystko jednak staje do góry nogami, bo całkiem przypadkiem rekonesans znajduje planetę uznaną za źródło cywilizacji ludzi. Oczywiście pada propozycja osiedlenie się tam i zakończenia tułaczki, ale co z tego, skoro błyskawicznie pojawiają się Cyloni. Zaczyna się walka na dwóch frontach – z jednej strony z maszynami, ale z drugiej strony o wspólną wizję „co dalej”. Strona wojskowa chce wykorzystać pozostałe marne zasoby do walki, ale pani prezydent ma inną wizję – i to w sensie dosłownym! Po widzeniu uznaje, że ma szanse na odnalezienie Ziemi (!), ale do tego potrzeba zasobów wojskowych. A skoro wojsko nie chce po dobroci…

Przyznaję, że niektóre momenty mnie zaskoczyły. Szczególnie końcówka i to, co zrobiła Boomer, ale nie tylko. Nie rozumiem tego, co spotkało Gajusa Baltara w teatrze i o czym opowiadała mu Numer 6 – mam nadzieję, że to szybko wyjaśni się w najbliższym czasie. Zdziwiło to, jak szybko Helo przeszedł od negacji do akceptacji tego, kim lub czym jest towarzysząca mu dziewczyna. Przykłady można mnożyć.

W recenzji poprzedniego odcinka opisywałem moje skojarzenia z współczesnymi trillerami politycznymi, ale tutaj wrażenie jest jeszcze większe. Szczególnie widać to w scenie ataku na prezydencki okręt – całość jako żywo przypomina wszelkie filmy z motywem uprowadzenia i strzelaniny na Air Force One. Podobne stroje, broń… Wcale nie wygląda to jak w odległej przyszłości.

O ile to w ogóle przyszłość… Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym, w jakim czasie umiejscowiona jest historia opowiadana w serialu i jak ma się to do naszej ziemskiej historii. Ewidentnie widać, że swoje wpływy mają tam wierzenia naszej starożytnej Grecji (kształt figurek, które trzyma Starbuck, ksywka Apolla, nazwa miasta: Delfy). Zresztą w pewnym momencie jedna z bohaterek wprost opowiada o istniejącej 3600 lat wcześniej wyroczni i Pytii! Dodajmy do tego technologię, którą widzimy codziennie (analogowe zegary) i legendę o Ziemi, by wiedzieć z całą pewnością, że chociaż postaci nie wiedzą czy Ziemia w ogóle istnieje, to jakiś związek na pewno jest, a scenarzyści przygotowują grunt pod kolejną petardę.

Wracając jednak do podsumowania pierwszego sezony Battlestar Galactica: oj było warto, było… 🙂 Mam nadzieję, że drugi sezon też będzie tak fajny.