Battlestar Galactica ? ?Colonial Day? (odcinek 1×11, recenzja)

Po oglądnięciu  tego odcinka zaczynam się zastanawiać, czy pani prezydent od początku była taką świetną manipulantką, czy też tej umiejętności nauczyła się w trakcie prezydentury. Od samego początku była przedstawiana jako osoba, która znalazła się u władzy wbrew swojej woli i najchętniej wróciłaby do bycia nauczycielem. Ale tutaj pokazuje pazurek intrygantki.

Odcinek opowiada o zebraniu władz kolonii, które ma obradować na bieżące tematy związane z życiem na okrętach i próbą ułożenia w miarę normalnego życia. Wszystko psuje Tom Zarek, czyli dokładnie ta sama osoba, która wcześniej siedziała w więzieniu oskarżona o terroryzm, a której młody Adama obiecał „normalne” wybory. Otóż Zarek zmusza (legalnie!) do zmiany planu obrad i tak naprawdę wszystko skupia się na wyborach wiceprezydenta – oczywiście to on jest najbardziej oczywistym kandydatem, co bardzo nie podoba się prezydent Roslin. Dodajmy do tego skrytobójcę i mamy niezłą intrygę, niczym John Grisham w kosmosie. Niedomówienie co do prawdziwej przyczyny śmierci przesłuchanego i wzrok pani Roslin, gdy o tym mowa, to pierwsza klasa. 

Odcinek sam w sobie nie jest zły, ale nie jestem do końca przekonany, czy tego oczekuję od serialu fantastycznego. Gdyby usunąć wszelkie fantastyczne motywy, to ciągle mamy niezłą historyjkę, ale nie o to w fantastyce naukowej chyba chodzi. Osobiście uważam go za jednego ze słabszych w pierwszym sezonie.

Poza tym wychodzi na to, że Starbuck albo jest niesamowicie wszechstronna, albo flota cierpi na braki kadrowe. Wiemy już, że jest jedną z najlepszych pilotek, a w odcinku „Bastille Day” okazało się, że jest wyśmienitym snajperem. Tutaj robi za ochronę (i to pomimo kontuzji). No po prostu żaden odcinek nie może się bez niej obyć. 🙂