Battlestar Galactica ? ?The Hand of God? (odcinek 1×10, recenzja)

Odcinek skupia się na postaci Gajusa Baltara i jego przemiany z niedowiarka w… no właśnie. W kogo? Naukowcowi udaje się ślepy traf, co Numer 6 tłumaczy działaniem cylońskiego boga. Jeszcze kilka odcinków wcześniej – co dla bohaterów oznacza około miesiąca – Gajus był ateistą jak się patrzy. Z kolei Numer 6 od samego początku, czyli już od odcinka pilotowego, otwarcie opowiadała o swojej wierze.

W tym momencie nasuwa się pytanie: czy faktycznie Cyloni wierzą? Na ile jest to ich oprogramowanie, a na ile to prawdziwa wiara? Jeśli uznać, że to drugie, to oznacza, że stworzyli własny system wierzeń, wartości – własną kulturę. To bardzo mocno ich „uczłowiecza”, jeśli można tak powiedzieć o maszynach zbudowanych przez człowieka. Owe maszyny pokazują oblicze, które do tej pory rezerwowaliśmy dla siebie.

Trudno powiedzieć na ile ich „wiara”, a zatem i kultura, są prawdziwe, a na ile są to tylko manipulacje w celu zniszczenia ludzi. Rzecz w tym, że jest jeszcze kilka innych poszlak które wskazują na to, że nie są to już zwykłe maszyny. Numer 6 na Capricii odwraca się w grymasie bólu, gdy jej towarzysz wspomina o miłości i gwałtownych uczuciach. Kopia Boomera, która z Helo ucieka przez Cylonami na powierzchni planety zaczyna o niego dbać wbrew wyraźnemu poleceniu jego zabicia. To wszystko pokazuje, że scenarzyści szykują jakąś wielką bombę – wszak zbliża się koniec pierwszego sezonu, a więc odwieczna hollywoodzka tradycja wymaga, żeby ostatni odcinek zakończyć ogromną niespodzianką trzymającą widza w niepewności aż do pierwszego odcinka kolejnego sezonu. Czyżby było to coś związanego z wierzeniami Cylonów?

Ok, przyznaję. Wzięło mnie. Serial jest świetny i poważnie myślę, o zwiększeniu częstości oglądania odcinków. 🙂