Star Trek Enterprise: Dear Doctor ? recenzja (odcinek 1×13)

Kontynuując swoją podróż, Enterprise spotyka przedstawicieli pewnej rasy, która poszukuje lekarstwa na tajemniczą chorobę. Archer chce im pomóc, ale sprawy nieoczekiwanie się komplikują..

Wspominałem wcześniej o tzw. Pierwszej Dyrektywie, najważniejszym prawie Federacji. Mówi ono o nieingerowaniu w niżej rozwinięte cywilizacje. Ten odcinek w genialny sposób tłumaczy skąd ono się wzięło jak i dlaczego powinno być przestrzegane. Cała ta historia o chorej rasie i żyjącej z nią na jednej planecie drugiej rasie, która mocno ewoluuje jest po prostu sensem Star Treka. Widzimy spory problem moralny jaki nosi na swoich barkach kapitan gwiezdnej floty jak i dostajemy trudne pytania, czy wiedza i posiadanie bardziej rozwiniętej technologii pozwala bawić się w Boga? Czy ktokolwiek ma prawo decydować o tym jaka rasa powinna wyginąć? Dla takich odcinków oglądamy ten serial i za to go kochamy. Rzecz jasna nie powiem wam jaką decyzję podjął kapitan Archer, ale muszę przyznać, że miał poważny problem. W przeciwieństwie bowiem do Kirka, Picarda czy kogokolwiek z Federacji nie miał on zaplecza w postaci Pierwszej Dyrektywy. Archer musiał sam podejmować decyzję i tworzyć podwaliny pod to co później widzieliśmy na ekranach. Bardzo dobry odcinek, który dodatkowo jest posiada bardzo fajna konstrukcję bowiem cały odcinek jest listem Phloxa do jego kolegi, dzięki czemu możemy trochę poznać naszego doktora. Polecam.