Dark Matter – „Episode Three” (Sezon 1, odcinek 3, recenzja)

Wiedziałem, że prędzej czy później ten moment musiał nastąpić, nie myślałem tylko, że nastanie tak szybko. Trzeci odcinek Dark Matter to dla mnie spory spadek formy, z resztą jak to często bywa z trzecim odcinkiem nowego serialu. Co więcej, trzeci epizod umocnił mnie w przekonaniu, że jest to serial lekki i często z przymrużeniem oka.

Razę i jego (jej??) załogę zastajemy w drodze do stacji kosmicznej prosto z koloni górniczej, którą poznaliśmy w poprzednich dwóch odcinkach. W zasadzie nic się nie dzieję, bohaterowie zajmują się zabijającymi czas czynnościami. Nagle statek staje, oczywiście uszkodzony. Wokół tego wydarzenia kręci się fabuła tego epizodu. Znów nic odkrywczego i coś co już nieraz było na ekranie.  Najistotniejsze ponownie staje się wyeksponowanie osobowości załogi oraz interakcji między poszczególnymi postaciami.

DarkMatter_gallery_103Recap_04

Dla bliskiego krewnego Jayne’a z Firefly’a czyli Trójki najważniejsze jest sprzedanie statku na stacji i pójście w swoją stronę. Do tego pomysłu próbuje znaleźć poparcie wśród reszty. Czwórka (azjatycki Teal’c) okazuje się coraz większym psychopatą, co nie ukrywam sprawia, że robi się z niego najciekawsza postać. Szóstka zdaje się być opiekunem młodej zbuntowanej nastolatki i tylko jego wydaje się obchodzić to, co ona robi na statku. Do tego podejście do androida dzieli załogę na tych, którzy traktują go bardziej jako osobę oraz na tych, co uważają go bardziej za sprzęt, którego jakby co można się pozbyć.

Sama fabuła jest naprawdę tak prosta, że ciężko cokolwiek o niej powiedzieć poza tym, że jest, także powstrzymam się. Natomiast na ogromną pochwałę zasługuje sekwencja przesłuchań załogi w poszukiwaniu sabotażysty. Jest to zdecydowanie najlepszy fragment odcinka, który powoduje uśmiech na twarzy. Tutaj naprawdę brawa za pomysł. Niestety był to w zasadzie jedyny element humorystyczny odcinka, przez to serial zaczął obnażać swoje słabości, które wcześniej humor zwyczajni kamuflował lub odwracał od nich uwagę. Przede wszystkim sama Raza jest zaprojektowana trochę bez sensu – brak oszczędności miejsca, wysokie sufity, szerokie przejścia, mnóstwo niezagospodarowanej przestrzeni. Porównując ten statek do Serenity z Firefly, to wygląda to słabiutko. Tam czuć było ciasnotę, kajuty były małe i przytulne i wciśnięte w bryłę statku. Na Razie natomiast można by urządzić maraton w zasadzie 🙂 Ale to jest w zasadzie drobnostka, nie pierwszy i nie ostatni zapewne serial, który zwyczajnie nie zwraca na takie coś uwagi.

DarkMatter_gallery_103Recap_03

Gorzej natomiast wygląda z błędami logiczno-fabularnymi. Po pierwsze tylko i wyłącznie na potrzeby tego odcinka zwyczajnie ten statek scenarzyści mam wrażenie popsuli, bo jaki ma sens statek kosmiczny, którego napędu nie idzie naprawić z wewnątrz? Zrozumiałbym to jeszcze w przypadku jakiejś jednoosobowej maszyny, ale nie jednostki wielkości boiska sportowego – takie bydle już powinno mieć spokojnie możliwość dojścia do napędu z wewnątrz, tym bardziej, że to co, pokazali nam twórcy jest skrajnie głupie. Android musiał wyjść na zewnątrz, żeby ostatecznie dojść do korytarza/pomieszczenia z napędem, które wygląda jak regularny korytarz/pomieszczenie na statku tylko nie ma dachu… Bardzo poważny błąd. Drugim minusem była scena na mostku, znowu z resztą podyktowana mocno fabułą. Tym razem robi z załogi bandę głupków. Nie wdając się w szczegóły, żeby nie spojlerówać, Trójka zostaje obezwładniony, bo majstrował na mostku i przeholował, do jego pilnowania pozostaje tylko jedna osoba. Dlaczego zwyczajnie nie można było z tego mostka przejść do messy albo innego pomieszczenia, gdzie nie było by  żadnego zagrożenia nawet jakby się klon Jayne’a zerwał z uwięzi? Nie, lepiej zostańmy na mostku, gdzie jednym przyciskiem możemy wszystko popsuć…

Na koniec tego znęcania się, powiem dla odmiany coś miłego. Otóż w odcinku doszukałem się dwóch nawiązań do mojego ukochanego Star Treka. Piątka, czyli zielonowłosa nastolatka nosi bajorański kolczyk w uchu, natomiast stacja kosmiczna okazuje się mocno przypominać federacyjne ogromne obiekty tego typu.  Takie smaczki jeszcze bardziej przekonują mnie, że ten serial nie jest do końca na serio.

Reasumując, trzeci epizod Dark Matter jest zdecydowanie słabszy od poprzednich i to dlatego, że zabrakło jego najpotężniejszej broni czyli humoru. To on powodował odwrócenie uwagi widza od tak głupich błędów jakie miały miejsce tym razem. Na szczęście nie brakuje mu tez plusów. Scena przesłuchania załogi przez androida, o której wcześniej wspomniałem jest wręcz genialna i sama ona mocno winduje ogólną ocenę tego odcinka. Teraz już jestem całkowicie pewny, że tego serialu nie można traktować poważnie, a samo zakończenie trzeciego epizodu jeszcze bardziej to udowadnia. Mam tylko nadzieję, że cel nie zawsze będzie uświęcał środki scenarzystów, bo trochę tym razem przegięli pałę.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony SyFy oraz Wikipedii