Darth Bane: Droga zagłady – recenzja książki

Wreszcie po niespecjalnie wciągających książkach trafiamy na pierwszą część trylogii Bane’a. Jej autorem jest Drew Karpyshyn, z którym spotkaliśmy się już przy książce ?Revan?, która również mi się bardzo spodobała, więc być może po prostu podchodzi mi warsztat tego autora. W tej książce widzimy człowieka, którego przeznaczeniem jest unicestwić obecne bractwo ciemności i samemu poprowadzić Sithów nową drogą. Moim skromnym zdaniem, ta droga pokazana jest bardzo dobrze. Widzimy jak przyszły przywódca Ciemnej Strony najpierw hartuje się w kopalni poprzez bycie żołnierzem, aż trafia do akademii na Korribanie. Tam z kolei widzimy go pełnym sprzeczności, nie odpowiada mu nauka aktualnych Mrocznych Lordów, aż wreszcie sam odnajduję prawdę i wprowadza w życie słynną ?Zasadę Dwóch?. Przyznam się wam, że kiedyś, gdy czytałem o tej zasadzie wyobrażałem sobie, że Sithowie tak mocno oberwali, że cudem uchował się jeden i od tego czasu kryli się przed Jedi. Jednak historia w tej książce jest lepsza. Pomaga nam też trochę zrozumieć filozofie Ciemnej Strony i lepiej zrozumieć to co widzieliśmy w filmach. Książka całymi garściami czerpie z KOTORa, oraz spuścizny uniwersum. Słyszymy tu o Exar Kunie, Naga Sadow i Revanie. A wycieczka do grobów Sithów na Korribanie jest niesamowitym przeżyciem jeżeli graliśmy w KOTORa. Ciekaw jestem jak dalej potoczą się losy Dartha Bane’a. Mocno polecam. Książka ciekawa, mocno osadzona w uniwersum czego chcieć więcej?