Battlestar Galactica ? ?Flesh And Bone? (odcinek 1×08, recenzja)

W poprzedniej recenzji wspominałem, że ludziom brakuje sukcesu. No i wykrakałem… Sukces się pojawił, bo udało się złapać cylońskiego szpiega, ale z czego się cieszyć, skoro w wyniku jego przesłuchania rosną nieufność i podejrzliwość ludzi do siebie, a przesłuchująca maszynę Starbuck kończy z mocno sponiewieranym ego?

Po oglądnięciu odcinka „Flesh And Bone” naszła mnie jedna myśl. Złapany Cylon filozofuje aż miło, wygłasza referaty na temat przeznaczenia, Boga, religii, duszy i wiary. Można by pomyśleć, że to odosobniony przypadek, a on sam robi to tylko po to, by zabawić się kosztem przesłuchującej go Starbuck, ale to chyba nie to. Zbyt często podczas scen z Cylonami pojawiają się motywy filozoficzne, by nie domyślać się, że scenarzyści planują dla widzów jakąś niespodziankę. Numer 6 też wielokrotnie o tym wspomina, a w dodatku cała intryga z załamaniem się i rehabilitacją Baltara w poprzednim odcinku też ma efekt we wzroście jego religijności (a niech będzie, że chwilowym).

Serial wyraźnie zwolnił. Akcja troszkę się ślimaczy, a scenariusz skupia się na rozwijaniu charakterów niektórych bohaterów i – prawdopodobnie – przygotowuje grunt pod nadchodzące trzęsienie ziemi. No i kto by pomyślał, że delikatna pani prezydent potrafi być tak dwulicowa i mieć jaja?