Dark Matter – „Episode Two” (Sezon 1, odcinek 2, recenzja)

Drugi odcinek Dark Matter wydaje się być w zasadzie drugą częścią pilota. Jednak o dziwo, emitowany był klasycznie, tydzień po poprzednim, co dało mi do myślenia, czy będzie to klasyczny serial z podejściem „one episode, one story”, czy jednak spójna i ścisła fabularnie ciągłość. Pewnie tą wątpliwość rozwieje kolejny odcinek, a tymczasem zapraszam do kilku przemyśleń na temat „Epizodu drugiego” 🙂

Załogę „Razy” zastajemy dokładnie w tym momencie, w którym pożegnaliśmy się z nią tuż przed napisami końcowymi pilota. Co ciekawe, akcja się od razu dynamizuje. Na orbitę planety zmierza niszczyciel multikorporacji Ferrous Corp, także bohaterowie mają niewiele czasu, żeby ogarnąć w jakikolwiek sposób to, czego dowiedzieli się  przed cliffhangerem. Mimo wszystko, motywem przewodnim odcinka wydaje się pytanie, czy zanik pamięci może spowodować diametralną zmianę mentalności i moralności osoby, co mnie w zasadzie całkiem pozytywnie zaskoczyło, bo trzeba przyznać są dosyć niebanalne rozważania jak na tak lekki serial science-fiction.

DarkMatter_gallery_102Recap_04

Fabuła jest naprawdę łopatologiczna, ale tak jak wspominałem poprzednio jakoś mi to w tym serialu kompletnie nie przeszkadza. Mamy rzecz jasna motyw szkolenia i obrony kolonistów znany z Siedmiu wspaniałych, Drużyny A czy Firefly’a, czy też pewnie wielu wielu wielu wielu wielu innych seriali i filmów, ale w Dark Matter to tylko niewielki szkielet, na którym oparto postacie, które mamy cały czas poznawać, a osobowości, jak już wspominałem są tutaj silne. Do kwestii fabularnych dochodzi jeszcze samobójczy plan rodem ze Stargate’a, ckliwy pocałunek na pożegnanie i oczywiście tchórzliwi, zdradzieccy członkowie społeczności, którzy za wszelką cenę chcą wyjść cało z sytuacji no i oczywiście starą dobrą strzelaninę, rodem znów ze Stargate’a (nawet bronie podobne) czy Firefly’a. Generalnie nic nowego, ale fajnie przyprawione, nieźle zrealizowane, także tragedii nie ma.

DarkMatter_gallery_102Recap_11

Natomiast to, co najbardziej jak do tej pory cenię sobie w Dark Matter, to przede wszystkim postacie, ale także powoli ujawniany nam świat. Jeśli chodzi o naszych bohaterów, to moimi faworytami w tym odcinku są android, Trójka, oraz Czwórka. Humanoidalny robot nie miał długiego czasu ekranowego, a i tak zabłysnął i to on był chyba największym elementem humorystycznym. Zachowaniem do złudzenia przypominał mi starego poczciwego Datę ze Star Treka – brak obeznania z ludzkimi zachowaniami i zwyczajami zderza się tutaj z szczerością i ogromną precyzją androida. Trójka natomiast potwierdza, że pierwowzorem postaci jest Jayne z Firefly’a i na dowód niech wystarczy, że nadaje imiona swojej broni 🙂 Czwórka (dla przypomnienia azjatycki Teal’c) natomiast, bardzo mnie zaskoczył swoim podejściem do przesłuchiwania jeńca – nagle stał się rozmowny i co więcej całkiem ciekawe rzeczy opowiadał, także coraz mniej przypomina mi znanego Jaffa z Gwiezdnych Wrót.

DarkMatter_gallery_102Recap_01

Uniwersum jakie się przed nami odkrywa też wygląda całkiem nieźle, choć póki co też nic odkrywczego w tym nie ma. Ogromne korporacje ostro rywalizują ze sobą, a oprócz Ferrous Corp, poznajemy w odcinku drugą tego typu organizację – Mikkei Combine. Do tego dowiadujemy się, że statki kosmiczne posiadają technologię osłon – pada nawet fundamentalne „Raise Shields”, brakowało jeszcze tylko „Red Alert” i byłbym wniebowzięty :P.

Słowem podsumowania powiem, że jak na razie Dark Matter mnie nie zawodzi. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że serial ten jest naprawdę lekką produkcję i branie go na poważnie na pewno spowoduje, że uznacie go za wtórny, mało zaskakujący i nie wnoszący nic do gatunku. I wiecie, co? Ten ostatni zarzut jest jak najbardziej prawdziwy, nie ma w nim w zasadzie nic nowatorskiego. Jednak jako lekkie science-fiction spełnia swoją rolę póki co znakomicie, a ja się przy nim bardzo dobrze bawię. Z przyjemnością obejrzę kolejny odcinek, nie oczekując niczego zaskakującego, ale mając nadzieję na kolejną dawkę humoru i ciekawych relacji między postaciami.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony SyFy oraz Wikipedii