Daredevil – „World on fire” (sezon 1, odcinek 5, recenzja)

Jak pewnie się domyślacie, po tym, co zobaczyłem w poprzednim odcinku, do tego siadałem ze sporą obawą i można powiedzieć lekką dozą niechęci. Czy faktycznie było czego się bać? Czy Daredevil już rozpoczął staczanie się po równi pochyłej? Postaram się wam odpowiedzieć na te pytania w dalszej części tego tekstu, który jak zawsze nie będzie zawierał dużych spoilerów.

Zaczyna się z jednej strony nieźle – mamy przypadek odcinkowy, którym mogą zająć się nasi młodzi prawnicy. Z drugiej jednak mamy moją wielbioną organizację i jej szefa, który już tym razem osiągnął kompletne dno pokazując jaką jest pierdołą i trzęsimajtkiem kajając się przed resztą grupy. Dla wyglądało to żałośnie. Do tego dochodzi jeszcze jego wątek osobisty, który wydaje mi się wręcz śmieszny, o realistyczności i wiarygodności tego wszystkiego nie wspomnę. W międzyczasie możemy lepiej poznać Foggy’ego i Karen oraz jesteśmy świadkami budowania się coraz głębszej relacji między nimi. Wtedy dochodzi do sporego zwrotu akcji i przyspieszenia wydarzeń. Można powiedzieć, że scenarzyści skompresowali dwa odcinki w jeden.

Wszystko zaczęło oglądać się bardzo przyjemnie, Daredevil musiał się trochę natrudzić, aby opanować sytuację, nie było czasu na oddech. To było naprawdę fajne. Zastrzeżenia mam jedynie do samego pomysłu na to przyspieszenie, który znów niestety na myśl przywodzi Arrowa i nie jest to komplement. Do całej produkcji wkrada się brak oryginalności. Wszelkie mechanizmy, na bazie jakich działa Fisk jest oklepana do bólu i całą sytuację ratuje przynajmniej dynamika tego co się dzieję i co ciekawe wszystko kończy się cliffhangerem, czyli możemy się spodziewać, że szybka akcja trwać będzie jeszcze przynajmniej przez jakiś czas w kolejnym odcinku.

„World on fire” to zdecydowanie lepszy odcinek od poprzednika, ale tylko dlatego, że twórcy zdecydowali się na prostacki zabieg zwiększenia dynamiki wydarzeń. Gdyby nie to, mielibyśmy znowu nic nie wnoszący do gatunku, prosty jak budowa cepa odcinek przeciętnego serialu kryminalnego na dodatek z żałosnym czarnym charakterem i  wręcz śmieszną intrygą Na plus zasługuje jednak fakt, że w końcu pokazano na ekranie w jaki sposób Matt postrzega świat za pomocą pozostałych zmysłów.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.