Błędny rycerz – recenzja książki

W przestrzeni Sithów, samotny Jedi próbuję odnaleźć swoją misję i uratować kilkaset dzieci przed niewolnictwem….

Bardzo nierówna książka, która wymyka się jednoznacznej ocenie. Z jednej strony mamy tu bardzo ciekawy opis sytuacji w uniwersum, przypomnijmy na 1000 lat przed Bane’em. Jest tu więc mnóstwo lordów Sithów. Każdy rządzi w swoim sektorze i toczą ze sobą nieustające wojny. Zważywszy na galerię niezłych świrów nic dziwnego, że Bane się w końcu z nimi rozprawi (już w następnych książkach). Tak więc sytuacja polityczna jest ciekawa. Galeria postaci jeszcze ciekawsza od gościa, który uważa, że to on zmusza słońce do wschodzenia do autystycznych dzieci manipulujących innymi za pomocą Mocy. Jednak to, co wg mnie zawodzi w tej książce to struktura historii. Opiera się ona z grubsza na tym, że nasza Jedi ratuję grupę dzieci i od tego momentu latają sobie po systemach, a autor zapewne strasznie się cieszy, że może opisywać nam kolejnych lordów i nowe światy. Najciekawiej robi się jednak pod koniec kiedy dochodzi do pewnych wyjaśnień. Jednak to trochę mało, żeby stworzyć interesującą powieść. Traktuję tę książkę bardziej jako zapis pewnego fragmentu w dziejach odległej galaktyki, jednak bez lepszej struktury powieści raczej żaden konkretny fragment nie zapadnie nam w pamięć.