Star Trek Enterprise: The Andorian Incident ? recenzja (odcinek 1×07)

Gdy w w wolkańskiej bazie danych Archer odnajduję informację o klasztorze P’jem świętym miejscem Wolkan, od razu postanawia go zwiedzić. Nie wie jednak, że wybrał na wizytę wyjątkowo zły moment…

Jeden z tych odcinków, które tworzą historię uniwersum. Poznajemy tu starożytną świątynię Wolkan P’Jem, gdzie nasi spiczastousi przyjaciele przechodzą przez rytuał pozbycia się emocji. Oczywiście Archer nie mógł przelecieć koło niego obojętnie i postanowił go zwiedzić. A tam….niespodzianka ? scenarzyści postanowili wprowadzić kolejną rasę: Andorian. Ci niebieskoskórzy kosmici są w konflikcie z Wolkanami, a do tego podejrzewają , że klasztor to tylko przykrywka. Dlaczego uważam, że to bardzo dobry odcinek? Przede wszystkim trzyma on w napięciu, rozwija uniwersum i pokazuję Wolkan w ciekawy sposób. To nie są mili kosmici, którzy każdemu pomagają. Raz, że są wplatani w długoletni konflikt dwa, że potrafią oszukiwać. Poznajemy Shrana – Andorianina, który jeszcze sporo namiesza, ale jest chyba najsympatyczniejszy z całej rasy. Jeśli dołożyć do tego zachowanie kapitana Archera, który nie zważając na animozje i przyjaźnie postanawia dojść do prawdy, mamy jeden z lepszych odcinków w sezonie. Ogólnie odcinek na plus, widać, że scenarzyści się rozkręcają i oby nie mieli zamiaru się zatrzymywać.