Daredevil – „In the blood” (sezon 1, odcinek 4, recenzja)

Czwarty odcinek Daredevila niestety nie utrzymał poziomu swoich poprzedników. Kierunek w jaki obrali scenarzyści robi się bardzo niepokojąco podobny do Arrowa, a jak się domyślacie według mnie to nie jest komplement. Nie znaczy to oczywiście, że „Into the blood” nie ma swojej dobrej strony, o której zaraz napiszę. Tradycyjnie w tekście będę unikał wszelkich większych spoilerów.

Epizod składa się w zasadzie z dwóch wątków. Pierwszy to ciąg dalszy historii z Claire Temple. Niestety szkielet fabularny jest tak ograny, że głowa boli – było to wałkowane przez wszystkie przypadki, scenerie i języki świata. Scenarzyści zrobili sobie chyba wolne w tym przypadku i całości nie ratuje nawet niezła scena walki, bo ani nic tutaj nie zaskakuje, ani nie szokuje. Jedyne co znów jest warte pochwały to praca kamery podczas mordobicia. Wydawałoby się, że skoro pierwszy wątek twórcy potraktowali po macoszemu, to chociaż ten drugi wspomniany przeze mnie będzie miał się lepiej. Nic z tych rzeczy. Co gorsza traktuje on o mojej ulubionej zorganizowanej grupie przestępczej trzęsącej całym miastem, co więcej poznajemy szefa wszystkich szefów, takiego ichniego Krzysztofa Jarzynę ze Szczecina, czyli niejakiego Wilsona Fiska – pewnie to ktoś znany i ważny w komiksie, ale znów moja ignorancja jest bezlitosna 😛 Generalnie nieudolna próba pokazania jaka to złowieszcza i badassowa organizacja spaliła tutaj całkowicie na panewce i myślę, że jeśli ktoś poczuł to całe zło z niej wypływające, to po zobaczenia Fiska ‚w akcji’ stracił wszelkie złudzenia. Jest to największa pierdoła szef mafii jakiego widziałem. U mnie wzbudził litość a nie strach, a na pewno nie biła od niego charyzma, posłuch i autorytet. Nawet w finalnej scenie z nim, gdzie to niby miał pokazać jaki jest bezlitosny, według mnie wyszło przekomicznie i wręcz odniosło to odwrotny skutek. Fabuła odcinka totalnie leży i moim zdaniem do całej historii kompletnie nic nie wnosi. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wykreślając ten odcinek praktycznie nic byśmy nie stracili – 2-3 istotne sceny zawsze można byłoby wcisnąć gdzieś indziej.

daredevil_0004

Na początku wspomniałem, że odcinek ten jednak ma też swoje plusy. Nie ma tego wiele i są to drobiazgi, ale trochę ratują odbiór całości. Bardzo fajne było nawiązanie do Avengersów, czy też innych bohaterów uniwersum Marvela – zależy jak na to spojrzeć. W pewnym momencie następuje wspomnienie żelaznej zbroi i magicznego młota. Niby nic, a cieszy:) Do tego pojawia się bardzo ciekawie określenie zamaskowanego nocnego wojownika – pewien poturbowany obywatel rosyjskiego pochodzenia stwierdza, że osoba, która go pokiereszowała to Diabeł 🙂

Podsumowując mogę powiedzieć w zasadzie tylko jedno: nuda panie, nic się nie dzieje. Kwestia przedstawienia organizacji przestępczej robi się już beznadziejnie żałosna i komiczna. Intryga jaką knują jest na poziomie zabawy w piaskownicy i co gorsza nie widzę rokowań na poprawę tego stanu. Wątek główny również słaby, prawdopodobnie dlatego, że nie mieliśmy odcinkowego przypadku, tylko próbę pchnięcia do przodu historii związanej z Claire Temple, co było według mnie błędem, bo wieje nudą niemiłosiernie. Liczę, że piąty odcinek przyniesie chociaż fajny wątek prawniczy.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.