Battlestar Galactica ? ?Act of Contrition? (odcinek 1×04, recenzja)

Tym razem skupiamy się na Starbuck i jej poczuciu winy za wpływ, jaki miała na śmierć swojego faceta. Brakuje pilotów (głupi wypadek na początku tylko pogarsza sprawę), więc Starbuck dostaje za zadanie wyszkolenie nowych ludzi, by zajęli miejsce zabitych. I nagle okazuje się, że harda buntowniczka ma warstwy i momentami zamienia się w zagubioną dziewczynkę.

Podoba mi się to. Nawet bardzo. Lubię, gdy fikcyjne postaci nie są szablonowe, ale w skrajnych sytuacjach pokazują różne aspekty swojego charakteru (między innymi z tego powodu uwielbiam Star Trek: DS9 – tam ciapowaty doktor ma mroczną tajemnicę, terrorystka musi współpracować z kimś, kogo uznaje za najeźdźców, a pierwszy boss podziemia i szef ochrony równocześnie nie cierpią się i szanują). Nie cierpię z kolei, gdy widzę jednowymiarową postać. Na szczęście tutaj mamy ten pierwszy przypadek i widać to, gdy po konfrontacji z Adamą Starbuck zostaje zmuszona do działania wbrew swojej woli, a do tego z dużym poczuciem winy. Gdyby jeszcze Apollo nie był taki lalusiowaty, a Gajus dziwny… Na szczęście jeszcze sporo odcinków przede mną i mam duże nadzieje, że tamte postaci też się rozwiną. Na minus tego odcinka muszę jednak zaliczyć kwestie techniczne. Montażyści zaserwowali tutaj trochę retrospekcji, a do tego – uwaga – przez cały odcinek pojawiają się przebitki z ostatniej sceny. To wszystko powoduje, że momentami można poczuć się zagubionym i dopiero na końcu odcinka wszystko samo ustawia się w logiczną i chronologiczną całość. Mimo wszystko montaż troszkę mi tu przeszkadzał.

Jest jeszcze jeden minus – od pierwszego odcinka mamy wątek pozostawionego na planecie w pilocie Halo. Niestety ów wątek dłuży się niemiłosiernie, a to wszystko przez to, że w każdym odcinku mamy z nim raptem jedną scenę. Wolno to się rozwija, oj wolno…

No i pojawia się pierwszy prawdziwy „cliff hanger”…