Battlestar Galactica – „Water” (odcinek 1×02, recenzja)

Drugi odcinek serialu wyraźnie zwalnia i mam tu na myśli zarówno rozluźnienie wśród załogi Battlestar Galactica (i to pomimo jakichś zamieszek czy napięć, których tym razem niewiele widać na ekranie), jak i mój odbiór atmosfery płynącej z ekranu.

Tym razem Cyloni nie atakują armady okrętów, ale to nie oznacza, że ludzie mogą poczuć się bezpiecznie. Otóż pojawia się sabotażysta, który pozbawia ludzi sporej części zapasów wody. Scenarzyści dość mocno sugerują widzom kto jest tym złym i to od razu w pierwszej scenie, ale niesie to ze sobą trochę nieścisłości. Wiemy już od pilota, że Boomer jest Cylonką. Podejrzewamy, że nie wie o tym fakcie i uważa się za człowieka, ale różne niekonsekwencje jej działania zawsze można zrzucić na fakt takiego a nie innego oprogramowania, które nią kieruje. Niestety zakochany w niej facet zachowuje się jak nieopierzony młokos i robi bzdury jakich mało. W sytuacji wojny, gdy reszta załogi poświęca siebie (i czasami innych) każda błędna decyzja może spowodować zagładę gatunku ludzkiego. A facet ślepo w to brnie, choć do tej pory zachowywał się odpowiedzialnie.

Na szczęście to jedyny minus, jaki widzę w tym odcinku. Cała reszta „trzyma się kupy” i jeśli widz nie będzie zbyt długo czekał na odpowiedzi na niektóre pytania (dlaczego Gajus ma „wizje” z Numerem 6? dlaczego Cyloni nie zabili od razu Halo, tylko się z nim bawią?) to będzie dobrze. Bo serial zaczyna wciągać…