Daredevil – „Rabbit in a snowstorm” (sezon 1, odcinek 3, recenzja)

Ponieważ drugi odcinek Daredevila nie za bardzo posuwał główny wątek do przodu i w zasadzie nic nie wyjaśniał, mogliśmy się spodziewać, że kolejny właśnie takie będzie miał zadanie. Podejrzenia o tym, że serial jest proceduralem z motywem przewodnim potwierdzają się w tym epizodzie. Rabbit on snowstorm rozpoczyna się przypadkiem odcinkowym, który niby jest niezależny, ale oczywiście jest powiązany z wątkiem tajemniczej, wszechmocnej grupy przestępczej, która póki co jest przed widzem jeszcze schowana za mgłą. Jak zawsze, poniższy tekst nie będzie zawierał dużych spoilerów.

Główny nacisk odcinka to próba pokazania jaka złowieszcza jest organizacja przestępcza pociągająca za sznurki w całym mieście. Pisze próbuje, bo niestety nadal cały czas nie jest to dal mnie przekonujące. Niby cały odcinek jest naszpikowany motywami, które mają uzmysłowić widzowi, jak bardzo źli to ludzie. Niestety wszystko to jest dla mnie bardzo sztuczne, nawet mimo tak dramatycznego zakończenia głównej walki odcinka. Są wręcz sceny, które są dla mnie komiczne. Trudno mi wyczuć, czy to zamierzony efekt, ale jak na razie nadal jest to najsłabszy element całego serialu. Wszystko jest wtórne i mało oryginalne, a postać prawej ręki szefa jest tak bardzo bez wyrazu, że bardziej przerażony byłbym kostki masła.

Rabbit in a snowstorm otwiera również nowy wątek fabularny – dziennikarza lokalnej gazety. Póki co, trudno powiedzieć jaką rolę odegra w całej historii, ale ilość czasu jaki został mu  poświęcony w tym odcinku, wskazuje, że będzie to bardzo istotna postać. Do tego mamy trzymające poziom sceny walki, które stają się flagowym elementem tej produkcji. Zawsze są pomysłowe, choreografia robi na mnie wrażenie, a ujęcia nie robią z widza idioty. Co ciekawe, dla odmiany nie było w tym odcinku żadnej retrospekcji. Domyślam się, że wspomniany wątek dziennikarza ją po prostu tutaj zastępuje. Natomiast odcinkowym „innym sposobem widzenia” jest identyfikacja osoby przez Matta. Mianowicie zapamiętał on charakterystyczny sposób tykania zegarka swojego rozmówcy, dzięki czemu mógł ja potem śledzić oraz wiedział kiedy wchodzi do pomieszczenia.

Reasumując odcinek trzyma poziom poprzednich. Ciągle pozostają w mocy moje zarzuty co do głównego szwarccharakteru serialu, co raz mniej nadziei mam na to, że się uwiarygodni i urealni. Poza tym trudno się do czegokolwiek przyczepić. Foggy robi świetną robotę jako wspólnik Murdocka, chłopaki tez pokazują w końcu na co ich stać na sali sądowej. Do kolejnego docinka zasiądę bez żadnej niechęci.

 

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.