Archiwum X: Home again ? recenzja (odcinek 10×04)

Kolejny, czwarty już odcinek nowej serii i tym razem twórcy postanowili nas trochę postraszyć. Tak jak w zeszłym tygodniu udowodnili, że ciąglę czuja klimat luźnego, zabawnego odcinka, tak teraz chcieli pokazać, że klimat grozy też jest im nieobcy. Co więcej tytuł odcinka „Home again” sugerował (co zresztą internauci szybko skojarzyli) kontynuację legendarnego odcinka „Home” (4×02), który przez wielu jest nazywany najstraszniejszym odcinkiem w historii. W tamtym odcinku poznaliśmy rodzinę Peacocków, którzy charakteryzują się olbrzymią siłą, wyglądem przypominają jaskiniowców, a kije baseballowych używają trochę nietypowo. Zasadniczo polecam ten odcinek, bo naprawdę jest niesamowity. Jak więc widzicie, sugestia kontynuacji tamtego odcinka wzbudziła uzasadnione uniesienie oraz wątpliwości. Twórcy mieli zaś do wyboru dwie drogi. Zrobić pełnoprawną kontynuację rodu Peacocków i opowiedzieć nam co stało się z seniorką naszych przemiłych jaskiniowców. Druga opcja to nie nawiązywać w ogóle do tamtego odcinka i zrobić coś innego. Niestety wybrali drogę trzecią, która nie zadowala myślę nikogo. Stworzyli oni bowiem odcinek, który delikatnie nawiązuję do odcinka „Home” (scena z piosenką „Downtown”), ale brak tu postawienia przysłowiowej kropki nad i. Cała historia jest jak dla mnie lekko naciągana (nawet jak na standardy Archiwum X) i co gorsza powiązana ze zdrowotnymi kłopotami matki Scully, co daję szansę scenarzystom na parę pseudofilozoficznych tekstów. Co gorsza, zabrakło mi tradycyjnego wytłumaczenia Muldera co się stało i kontry Scully, czyli tego co zazwyczaj kończyło odcinek. Podsumowując mój entuzjazm, który po poprzednim odcinku sięgał sufitu, a w oczekiwaniu na teoretyczną kontynuację „Home” był gdzieś na orbicie okołoziemskiej został trochę sprowadzony na ziemię. Być może moje oczekiwania były za duże, a być może spadek formy w połowie mini sezonu. Poczekamy zobaczymy.