Fatalny Sojusz – recenzja książki

Huttowie zdobywają elementy nowej technologii i postanawiają zorganizować aukcję dla Imperium i Republiki. Nie wiedzą, że również Mandalorianie chcą poznać tę technologię.

Książka poprawna. Niestety trochę widać, że była robiona pod grę The Old Republic szczególnie w strukturze powieści, gdzie widzimy trójkę bohaterów: żołnierza, łowcę nagród i Jedi co z grubsza odpowiada klasom w grze. Sama fabuła dziwna, ale jest w stanie zainteresować szkoda tylko, że tytułowy sojusz zostaje zawarty tak późno i, że jest tak przewidywalny. Powieść niewiele wnosi do uniwersum Star wars, gdyż akcja szybko wyrzuca nas w nieznane przestrzenie, które zresztą pod koniec pochłania czarna dziura. Tam zresztą, poznajemy tę tajemniczą technologię, o której już nigdy więcej nie usłyszymy. Naprawdę nie wiem jaki jest sens korzystania ze stworzonego uniwersum, skoro jak już autor coś wymyśli to pod koniec wysyła to do czarnej dziury.Wspomnę jeszcze o żałosnym wątku miłosnym, kompletnie niepotrzebnym. Najciekawszy w tej książce jest epilog, w którym dowiadujemy się ciekawych rzeczy, a jego miejsce to oczywiście kantyna na Tatooine. Ogólnie książka średnia, przeczytanie jej krzywdy nie zrobi, ale trochę czasu wam zabierze.