Expanse – „Critical Mass” / „Leviathan Wakes” (sezon 1, odcinek 9 i 10, recenzja), czyli to już jest koniec…

Finał pierwszego sezonu The Expanse mnie nie zawiódł i co najważniejsze pozytywnie mnie przy okazji zaskoczył i to pod wieloma względami. Póki co mogę zdradzić jedynie, że jest dobrze, a kolejny sezon bardzo dobrze rokuje. Czekanie na niego będzie prawdziwą męczarnią. Jednak skupmy się na tym bardzo dobrym zakończeniu obecnego…

Wszystko zaczyna się dość przewrotnie – fabuła cofa się w czasie do kilku godzin przed tym, jak cały serial się zaczyna. Historia wyjaśnia szczegółowo, co się stało z frachtowcem Scopuli oraz poniekąd naświetla całą intrygę, która kryję się za wszystkimi wydarzeniami, które ów statek uruchomił. Całość oglądamy z perspektywy osoby, którą detektyw Miller miał za zadanie odnaleźć od pierwszego odcinka. Co więcej, twórcy zastosowali bardzo ciekawy zabieg – powtórzyli niektóre krótkie sekwencje związane właśnie z Millerem, aby usytuować w czasie to, co się równocześnie działo ze wspomnianą już poszukiwaną. Pierwsze kilkanaście minut tego podwójnego odcinka w zasadzie przeobraża się w osobny epizod z pierwszoosobową narracją. Dobrze wprowadzało to w klimat odcinka, a jeszcze lepiej spajało wszystko to, co do tej pory w serialu się działo.

TheExpanse_gallery_109Recap_01

Jak można było się spodziewać, wspomniany wątek dogania ostatecznie fabułę w miejscu, jaką ją zostawiliśmy w poprzedni odcinku i od tego momentu wszystko dzieje się już bardzo dynamicznie i w zasadzie bez chwili oddechu. Na stacji Erosie zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy i to dotyczące wszystkich mieszkańców planetoidy. Przy okazji dowiadujemy się kto tak naprawdę stał za atakami na statki marsjańskie i Pasa i powiem szczerze, że zaskoczyła mnie ta informacja. Wszystko zdaje się potwierdzać również Johnson na Tycho. Nasi głowni bohaterowie oczywiście ostatecznie w ferworze zamieszania jaki ma miejsce na stacji Eros, rozdzielają się klasycznie na dwie grupy i próbują dostać na Rocinante. Holden z Millerem chcą dowiedzieć się czegoś więcej o sytuacji, natomiast reszta natychmiast idzie na statek. Wspominam o tym dlatego, że duet ten jest po prostu rewelacyjny. Starcie się takich dwóch odmiennych, ale jednak silnych osobowości, sprawdziło się i ogląda się ich wyczyny z prawdziwą przyjemnością. Akcji, mocnych scen i dramatyzmu nie brakuje.  Jak to wszystko się kończy rzecz jasna nie powiem 🙂

Wątek Ziemiański wreszcie nabrał dla mnie jakiegoś sensu, a główna bohaterka wydarzeń z nim związanych w końcu zaczęła wykazywać cokolwiek i to w tym przypadku jest duży komplement. Przez pierwsze sześć odcinków, postać ta wydawała mi się mocno bezpłciowa. W Windmills trochę drgnęło i dawało to nadzieję, że w końcu Chrisjen Avasarala pokaże pazur. Moim zdaniem tak się właśnie stało i od przyszłego sezonu na pewno będę lepiej patrzył na wątek z nią związany.  Z Ziemią wiąże się jeszcze jedna bardzo ciekawa sprawa – mianowicie w 23 wieku nie ma już półwyspu Alaska, mamy za to archipelag Yukon, w którym między innymi mamy wyspę Anchorage. Mogę się domyślać, że ma to związek z topnieniem lodowców, co ostatecznie spowodowało na naszej planecie znaczne podniesienie się oceanów.

TheExpanse_gallery_109Recap_11

Mimo, że to finał sezonu i naturalnym jest skupianie się na głównym wątku fabularnym, to twórcy nie odpuścili dopieszczania świata przedstawionego. Tym razem znów mamy do czynienia z 23-wieczną medycyną. Widać, że bardzo leży scenarzystom i producentom ten temat, bo przez wszystkie 10 odcinków mieliśmy sporo gadżetów związanych z tą dziedziną nauki. Tym razem mamy jednorazowe hyposprey (przypominają wyglądem i odgłosem podczas pracy te strzykawkopodobne urządzenia ze Star Treka ) od razu z naładowanym lekiem i sterylnie zapakowane w pojedyncze dawki. Do tego dochodzi przenośna, poręczna uniwersalna opaska medyczna mocowana na ramieniu pacjenta, która zapewnia podstawowe procedury medyczne jak na przykład leczenie promieniowania.

TheExpanse_gallery_109Recap_33

Zawiedziony jestem jedynie trzema rzeczami. Po pierwsze, wątek stacji Tycho i Mormonów w zasadzie nie istniał w tym podwójnym odcinku, a w poprzednim odcinku placówka dowodzona przez Johnsona również stała w obliczu bardzo ciekawych wydarzeń, natomiast w finale sezonu nic na ten temat się nie dowiadujemy.  Po drugie, wszystko skończyło się tak perfidnym clifhangarem, że czekanie rok na kolejne odcinki to tortury najgorszego rodzaju. Po trzecie…. gdzie są Marsjanie?!?! Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię tę frakcję i cały czas liczyłem na to, że będzie bardziej wyeksponowana w serialu. Pozostaje nadzieja, że tak będzie w sezonie drugim.

Podsumowując finał sezonu, mogę powiedzieć tylko tyle, że to godne zakończenie sezonu godnego serialu. Moim ulubionym odcinkiem pozostanie w prawdzie nadal „CQB”, który mnie zwyczajnie zmiażdżył. Jedak końcówka serii również daje radę ogromnie rozbudza apetyt na więcej… dużo więcej. Expanse to naprawdę bardzo dobry serial. Był co prawda nierówny, czasami niepotrzebnie hamował dynamikę fabuły, ale summa summarum tworzy spójną całość bardzo solidnej space opery. Nie raz podczas recenzowania odcinków wspominałem, że ten serial spokojnie może być wymieniany jednym tchem wraz z takimi gigantami gatunku jak Star Trek, Battlestar Galactica, Farscape czy Babylon 5 i z całą odpowiedzialnością podtrzymuje to zdanie. Może trochę mu jeszcze brakuje do podium najlepszych seriali science-fiction, ale nie musi się też niczego wstydzić. Nareszcie mamy godnego następce BSG, który przecież zakonczył się już ładnych parę lat temu. Polecam ten serial każdemu miłośnikowi science-fiction.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony kanału SyFy.