Battlestar Galactica (pilot, recenzja)

Cyloni zostali stworzeni przez człowieka. Mieli ułatwić życie na Dwunastu Koloniach, jednak pewnego dnia maszyny postanowiły zabić swoich panów. Po długich i krwawych zmaganiach ogłoszono rozejm. Cyloni odlecieli, by szukać swojego własnego świata. Zbudowano specjalną stację kosmiczną, gdzie ludzie i Cyloni mogli się spotykać, by podtrzymywać stosunki dyplomatyczne. Każdego roku Kolonie wysyłały tam swojego oficera, ale Cyloni nie przysyłali nikogo. Przez czterdzieści lat nie było z nimi żadnego kontaktu, aż do teraz…

Nigdy nie oglądałem BSG – i mam tu na myśli zarówno pierwszy serial z lato 80-tych, jak i remake z początku XXI wieku, dlatego cała fabuła, jak i bohaterowie czy technika są mi zupełnie obce. Ponieważ jednak nadarzyła się okazja do poznania tego uniwersum, a znajomi go dość mocno polecali, więc postanowiłem co nieco nadrobić. Trzygodzinny pilot pokazuje, że koledzy mogą mieć rację, a serial ma spory potencjał.

Od razu okazało się, że jest to serial o innym wydźwięku, niż niektóre inne produkcje. Naiwnie spodziewałem się czegoś podobnego do Treka, ale dostałem trochę ponury obraz przyszłości. Dlaczego ponury? Bo pomimo rozwoju nie zmieniła się ludzka natura. Ludzie ciągle są małostkowi, część egoistycznie myśli tylko o sobie, a bohaterów jest niewielu (i też mają swoje za uszami). To zupełnie inny obraz niż w moim ulubionym Treku, gdzie ludzkość wzniosła się ponad swoje małostkowe słabości i potrafi działać altruistycznie dla ogółu. No i nie byliśmy przygotowani na atak odwiecznych wrogów, kompletnie o nich zapominając i naiwnie myśląc, że sobie zniknęli.

No właśnie… Atak, wojna, beznadzieja zniszczenia. Może nie jest to „Szeregowiec Ryan”, ale i tak widać, że produkcja nie jest przeznaczona dla dzieci. Numer 6 z zimną krwią zabija noworodka. Ci „dobrzy” muszą ratować skórę i zostawiają na pewną śmierć kilkanaście okrętów. Takich przykładów jest kilka.

Podoba mi się kilka smaczków związanych ze światem przedstawionym. Np. to, że wszystkie kartki, książki, obrazy i wydruki mają ciekawy kształt ze ściętymi rogami. Albo fakt, że podczas lotu Viperem widać, jak przy skręcaniu uruchamiają się dysze kierunkowe. Niby drobnostka, ale daje poczucie, że ktoś tam dba o ciągłość uniwersum.

Jako całość oceniam pilota na plus. Widać, że scenarzyści ciekawie nakreślili punkt wyjścia do przyszłych przygód, a i bohaterzy prawdopodobnie nie będą płascy i nijacy. Z czystym sumieniem można zasiąść do pierwszego sezonu.