Daredevil – „Into the Ring” (sezon 1, odcinek 1, recenzja)

Osobiście, w przeciwieństwie do większości osób w tym kraju, niezmiernie ucieszyłem się z faktu, że Netflix został udostępniony dla internautów w Polsce. Dla mnie, ilość już udostępnionego materiału sprawia, że jest co oglądać przez długi czas, a perspektywa ciągłego przyrostu contentu może tylko cieszyć. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że po pierwsze, jest tam mnóstwo science-fiction, a po drugie Netflix rozpoczął współpracę z Marvelem, co zaowocowało jak do tej pory dwoma serialami: Jessica Jones oraz rzecz jasna Daredevilem, a po trzecie jak jest taka możliwość – miesiąc darmowego oglądania, to trzeba było to przetestować :). Padło na Daredevila, ze względu na to, że nadal to sci-fi, a na dodatek szumu wokół tego serialu w internecie zrobiło się naprawdę sporo i postanowiłem sprawdzić czy faktycznie wszelkie zachwyty są uzasadnione.

Każdy, kto mnie zna wie, że nie jestem ogromnym fanem wszelakich komiksowych superbohaterów. Produkcję telewizyjne i filmowe z nimi związane oczywiście oglądam, jednak poza drobnymi wyjątkami (Strażnicy Galaktyki, Watchmen, Deadpool) są po prostu lepszą lub gorszą formą rozrywki, których po wolkańsku nie darzę żadnymi głębokimi uczuciami 🙂 Zatem cykl niniejszych recenzji odcinków pierwszego sezony Daredevila powinny mam nadzieję będą na pewno opisywane na chłodno oraz z perspektywy kompletnego laika jeśli chodzi i komiksowe uniwersum Marvela. Może to zaowocować, tym, że nie będę zauważał wielu easter eggów i mrugnięć oka twórców do fanów, ale z drugiej strony pokaże jak może odbierać serial o superbohaterach ktoś spoza tego fandomu. Dodam jeszcze na koniec tego przydługawego wstępu, że wbrew pozorom, nie czytałem żadnych recenzji tego serialu, a jedynie docierały do mnie ze wszelkich zakątków internetu polecenia, rekomendacje i lajki tej produkcji.

O postaci Daredevila pierwszy raz dowiedziałem się jeszcze jako dzieciak – oglądałem jakieś kilka odcinków serialu animowanego (być może Spide-,mena, a sam Daredevil wystąpił tam tylko gościnnie) i wówczas wydał mi się superbohaterem nieco ciekawszym od pozostałej papki, ale nadal był to tylko daleki kuzyn abstrakcyjnego supermena 😛 Jednak fakt, że jest to człowiek niewidomy, który tak doskonale wyostrzył pozostałe zmysły, że jest w stanie walczyć ze zbirami powodował, że jakoś bardziej mnie to potrafiło zainteresować niż mutanty wszelkiego pokroju z nadprzyrodzonymi siłami. Potem przyszedł film z Benem Affleckiem w roli tytułowej, który niestety pewnie jak dla wielu z Was, był po prostu słaby. Tym bardziej jak usłyszałem o tym, że Netflix „wchodzi” w komiksowe ekranizację i to właśnie przy pomocy Daredevila, pomyślałem sobie: „Ok, kolejny przeciętniak pokroju Arrow lub Agentów T.A.R.C.Z.Y”, może kiedyś, w nieokreślonej, ale na pewno bardzo odległej przyszłości obejrzę. Jak się okazało, rzeczywistość i Netflix, ten ostatnie stwierdzenie lekko zweryfikowali i właśnie z takim poziomem mojej wiedzy i zainteresowania usiadłem przed ekranem do netflixowej produkcji 🙂 Oczywiście, jak zawsze postaram się unikać wszelkich większych spoilerów.

daredevil_0001

Pierwsze sceny odcinka, to szybkie pokazanie w jaki sposób Matt Murdock stracił wzrok. Szybko, bez zbędnych wyjaśnień i ceregieli, cała sekwencja trwała około minutę i już wszystko co potrzeba wiedziałem. Przyznam, że mi się to bardzo spodobało i od samego początku trochę przychylniej zacząłem spoglądać na to, co widzę na ekranie. Zaraz potem widz jest wrzucony do czasu teraźniejszego i dość szybko poznajemy oba oblicza Matta – raczkującego w zawodzie adwokata oraz nocnego mściciela, która spuszcza łomot jakimś przestępcom. Muszę powiedzieć tutaj od razu, że sceny walki również od razu mi się spodobały. Nie był to wprawdzie poziom „Krwawego sportu”, czy „Kickboxera”, ale nie były to też rwane kadry, ultra zbliżenia, które powodują, że tak naprawdę samej walki nie widać. Wszystko odbywało się dynamicznie, kadrowanie na obie postacie, choreografia, która dla takiego laika jak ja spełniała swoją funkcję – wszystko wyglądało bardzo dobrze.

daredevil_0002

Wprawdzie zagłębiając się w odcinek główny wątek nie wydaje się bardziej skomplikowany niż budowa cepa, to sporo nadrabiają same postacie i realizacja. Nie zrozumcie mnie źle, jeśli chodzi o fabułę niczego innego się nie spodziewałem i byłbym bardzo mocno i mile zaskoczony, gdyby było inaczej, także nie jest to nic co negatywnie wpływa na serial. Nie zbiera po prostu za to kolejnych plusów 🙂 Na punkty dodatnie natomiast zasługują aktorzy, a mianowicie Charlie Cox, odgrywający tytułową rolę, którego możecie kojarzyć chociażby z ekranizacji Gwiezdnego Pyłu oraz Elden Henson, który gra Foggy’ego Nelsona wspólnika i przyjaciela Matta , którego ja przede wszystkim  kojarzyłem do tej pory z Efektu Motyla. Od Murdocka aż bije charyzma, opanowanie, ale też cierpliwość, siła woli. Do tego wszystkiego dokładają się realizatorzy, którzy świetnie operują obrazem, aby pokazać w jaki sposób świat postrzega niewidomy superbohater. Foggy natomiast to klasyczny karierowicz, który jedynym czym się zdaje interesować to forsa i jest w stanie wiele zrobić, aby zarobić 🙂 Mamy też postać kobiecą, która jak się wydaje na koniec odcinka zagości w serialu jako trzecia główna osoba. mam tutaj na myśli Karen Page, czyli bohaterkę pierwszej sprawy prowadzonej przez  kancelarię Nelson & Murdock.

Moją uwagę zwróciło też bardzo dobry wybór momentów retrospekcji z dzieciństwa Daredevila  oraz sama ich realizacja. Podobnie, jak wspomniana początkowa sekwencja, są one zwarte, bez zbędnej pompatyczności , szybko i zwięźle tłumacza dlaczego akurat są w tym momencie przywołane i jak wpłynęły na osobowość Matta. Są to typowe krótkie wtrącenia. Cieszę się , że twórcy nie zdecydowali się na często teraz spotykaną, aż do znudzenia, narrację równoległą,czyli odcinek prowadzi wątek główny i retrospekcję przez cały okres trwania i na koniec mamy kulminację i zwieńczenie obu historii. Wybierając wtrącenia mam wrażenie, że serial zyskał na dynamice i mimo, że nie jest to typowa nawalanka z mordobiciem co kilka minut, to szybsze tempo dobrze robi Daredevilowi.

Kończąc tą recenzję nie mogę nie wspomnieć o najsłabszym póki co elemencie produkcji (przynajmniej jak do tej pory), czyli złoczyńcach. Po pierwsze, mimo grozy jaki ma wzbudzać organizacją, która była bohaterem tego odcinka i jak wskazuje zakończenie epizodu, prawdopodobnie całej serii, to póki co są dla mnie kompletnie bez wyrazu i w tym kontekście trochę niestety zaleciało Arrowem. Nie ujawniając zbyt wiele szczegółów, niby mamy do czynienia ze sporą i wpływową grupą przestępczą, której szef jest, jakżeby inaczej póki co incognito i nikt go jeszcze na ekranie nie widział, niby wiele mogą, co pokazują w trakcie trwania odcinka, to czegoś temu wszystkiemu brakuje. Do tego szczypta kliszy i sztampy, próba zszokowania, która nie wyszła i irracjonalna decyzja nie zabijania kogoś, czy zemszczenia się na kimś, kto zrobił im bardzo źle, ale skoro się mleko wylało, to już  mu odpuśćmy… Bad Ass indeed… Na dodatek końcowa sekwencja pokazująca kilku członków wspomnianej organizacji w swoich naturalnych warunkach wskazuje prawdopodobnie na to, że kolejne odcinki będą się skupiały na eliminowaniu pojedynczych typów jeden po drugim, znów jak w Arrow… Obym się mylił i źle zrozumiał sens pojawienia się tej sceny na ekranie.

Podsumowując pierwszy odcinek, muszę przyznać, że jest całkiem dobrze. Nie ma zachwytu i pokłonów w stronę Netflixa jakie to arcydzieło stworzył, jednak serial ma coś w sobie, co powoduje, że mam ochotę sięgnąć po kolejny odcinek. Przede wszystkim cieszę się, że nie jest przekombinowany. To znaczy ani nie poszli w kompletną akcję, bez praktycznie żadnych treści, ale tez nie przedramatyzowali i nie czekamy 10 odcinków aż Daredevil w końcu komuś dokopie. Pod tym względem wszystko jest dobrze wyważone. Do tego dochodzi sposób przedstawienia bohatera, który ukazany jest jako osoba, która mimo swojej ułomności doskonale radzi sobie w życiu codziennym. Powoli odsłaniana historia tego, w jaki sposób stał się tym kim jest teraz, jednak jest to robione znów z odpowiednią intensywnością . Na dodatek mamy bardzo dobrze oddaną wizualnie walkę oraz „moce” Daredevila. Liczę jednak na to, że kwestia złoczyńców znacznie się poprawi, ponieważ po pierwszym odcinku to mocno kuleje i w zasadzie, gdyby ten aspekt był bardziej wiarygodny i sensowny, mógłbym naprawdę mocno się wciągnąć.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony Marvela.