Expanse -„Salvage” (sezon 1, odcinek 8, recenzja), czyli wszystkie drogi prowadzą na Erosa.

Nareszcie po trzech odcinkach żółwiego wręcz tempa Expanse zdecydowania wraca do doskonałej formy.  Nie będę ukrywał, że obawiałem się, że jeszcze w ósmym epizodzie scenarzyści będą przeciągać akcję, aby wszystko zostawić na finał. Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły dostajemy kawał solidnego science-fiction.

Niewiele dzieję się na początku w wątku Millera, jednak muszę zwrócić uwagę na ciekawą rozmowę tej postaci z mormonem, która miała miejsce na frachtowcu zmierzającym na Erosa. Nie zdradzając o co chodzi, mogę powiedzieć tylko tyle, że jest to jeden z tych kolejnych smaczków, za który bardzo lubię The Expanse. Do samej stacji, do której statek pasażerski zmierzał jeszcze wrócę, ponieważ odgrywa on bardzo ważną rolę w tym odcinku.

TheExpanse_gallery_108Recap_08

Tymczasem wróćmy do załogi Rocinante i jej zadania, jakie dostała ona na stacji Tycho. Docierają oni w końcu do celu, ku ich i mojemu zaskoczeniu, jest nim statek świetnie ukryty w planetoidzie. Ten fragment jest chyba najbardziej emocjonującą częścią odcinka. Najpierw możemy nacieszyć oczy świetną sekwencją nawigacji fregaty wokół asteroidy, a następnie stajemy się świadkami klimatycznej akcji eksploracji opuszczonego statki, która klimatem przypomina mi wyraźnie „Event Horizon”. Na dodatek całej tej długiej scenie towarzyszy świetny zwrot akcji oraz mgiełka tajemnicy. Po przeszukaniu statku, załoga Rocinante objęła kurs na stację Eros, gdzie była ostatnia nadzieja na odnalezienie tego, czego szukają.

TheExpanse_gallery_108FunFact_04

Na miejscu, jak można się było spodziewać w zasadzie od odcinka pierwszego, wątki w końcu łączą się. Do tego dochodzi kolejnego zwrotu akcji i mocnego finału odcinka, który naprawdę jest sporym zaskoczeniem i powoduje, że zaczynam doceniać jeszcze bardziej scenarzystów tego serialu. Zanim jednak zakończył się „Salvage” dostaliśmy kolejną dozę świata The Expanse i oczywiście tym razem jest to stacja Eros. Jest ona mniejsza, ciaśniejsza, bardziej klaustrofobiczna i brudniejsza niż stacja Ceres. Na ulicach czuć wręcz smród, ale też ogromny tłok. Do tego, do wspomnianej w recenzji poprzedniego odcinka sekwencji odcumowywania statku, dochodzi teraz scena dokowania do portu. Oprócz dwóch głównych wątków, mamy tutaj również lekie zapowiedzi, że już za moment coś będzie się działo zarówno na Ziemii jak i na stacji Tycho.

Reasumując odcinek jest bardzo dobry, mamy tutaj Expanse, jakie znałem do czwartego epizodu włącznie. Całość oglądałem przyklejony do ekranu, a po 42 minutach żałowałem, że to już koniec i mój jedyny zarzut jest taki, że muszę czekać cały tydzień na kolejny odcinek, żeby się dowiedzieć jak zakończy się ta historia. Bardzo interesujący i zaskakujący zwrot akcji powoduje, że widz nie przestaje się zastanawiać co to? dlaczego? po co? i jak? Do tego szczypta tajemniczości z tym związana dodaje jeszcze całej fabule dodatkowego, wybornego smaku. Niech Expanse takim pozostanie, a będzie mógł się spokojnie zapisać w kanonie porządnego telewizyjnego science-fiction.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony kanału SyFy.