Gwiezdne wojny VII – Przebudzenie Mocy

Podczas gdy Nowy Porządek coraz silniej zaciska pięść, zawiązuję się Rebelia. W trakcie przekazywania ważnych danych, przyjaciel księżniczki Leii zostaje zaatakowany, a ona sama złapana. Na szczęście ważne plany dla rebelii posiada pewien robot wysłany w ostatniej chwili na pustynną planetę Jakku …….

Siódma część na której byłem premierze wraz z klubem od początku wzbudzała wiele emocji. Fakt, że to Disney kupił prawa do serii nie napawał optymizmem. Fakt , że reżyserem został J.J. Abrams z kolei wzbudzał uzasadniony optymizm. Trochę seriale animowane ze stacji Disneya były niepokojące ze względu, że wszystko wskazywało na to, że seria ma być zmieniona w bajeczkę dla dzieci (a nie dla dorosłych). Wreszcie się doczekaliśmy. Usiedliśmy w kinie i już wiedzieliśmy która wersja wygrała. Dla mnie niestety wygrała wersja Disneyowska. Zacznę od pozytywów: efekty specjalne jak zwykle na solidnym poziomie, piękne widoki raczą nasze oczy. Pojawił się też całkiem sympatyczny humor którego przedtem trochę brakowało. Świetny mały droid który trochę skradł show. Przejdźmy teraz do tego dlaczego uważam, że wygrała wersja Disneya. Czytaliście mój opis fabuły Nowej Nadziei? Jeśli tak to prawdopodobnie już zauważyliście niezwykłe podobieństwo opisu fabularnego tego filmu. Niestety ten film to kalka tamtej historii. To już nie jest nawiązanie ale zwykłe kopiowanie. Mocno liczyłem, że historia w odległej galaktyce pójdzie do przodu, że zobaczymy coś epickiego. Zamiast tego dostaliśmy odgrzewany kotlet z poprzednich części. Do tego dochodzi jeszcze główny antagonista czyli Darth Kylo Ren. A jest to chyba najgorsza postać od czasu osławionego Jar Jar Binksa. Przypomnijcie sobie Vadera i jak on reagował na niepowodzenia np w Imperium kontratakuje. Znajdował winnego i go zabijał po czym wracał do pracy. W tym filmie jego następca w razie niepowodzeń postanowił zniszczyć własny komputer. Serio, niczym dziecko które ze złości rozwali to co ma pod ręką. Największy zaś grzech tego filmu jest taki, że nie ma w nim Mocy. Nie czułem tu klimatu Star Wars. Obejrzałem głupiutki film przygodowy w kosmosie. Szkoda, wielka szkoda bo to uniwersum zasługuje na więcej.