The Expanse – „CQB” (sezon 1, odcinek 4, recenzja), czyli peew peew, pif paf, kabuuum – to co tygryski lubią najbardziej.

Z odcinka na odcinek Expanse robi się co raz bardziej intrygujące , wciągające a jego notowania na giełdzie najlepszych serialowych space oper ostro rosną :).  Czwarty epizod osobiście wbił mnie mocno w podłogę i jeszcze długo po napisach końcowych byłem pod wrażeniem i postaram się Wam przybliżyć dlaczego. Tym razem spoilery będą trochę większe, ale jak zawsze postaram się ograniczyć do minimum. Jednak nie da się powiedzieć czegokolwiek o odcinku, który składa się w zasadzie jednego ważnego wydarzenia – bitwy kosmicznej 😀

Tak, pomijając niewielkie przeskoki na Ziemię i Pas, uspakajające akcję, cały odcinek to kosmiczna bitwa i w taki sposób przedstawiona i zrealizowana przez twórców, że nie przypominam sobie, abym coś takiego do tej pory zobaczył na ekranie. Okręt marsjańskiej floty, który poznajemy w poprzednim odcinku został zaatakowany przez nieznanego przeciwnika i się zaczyna… W przeciwieństwie do tego, czym do tej pory karmili nas scenarzyści różnych produkcji, wszystko jest tutaj rozciągnięte w czasie. Początek walki to pojedynek na torpedy i niemal jak w okrętach podwodnych oczekiwanie na dotarcie pocisków do celu oraz nerwowe oczekiwanie na włączenie własnych systemów obronnych. Czuć napięcie wśród zdenerwowanej załogi oraz pewność siebie i nonszalancję dowódcy, przekonanej w wyższość marsjańskiej technologii bojowej nad każdą inną znaną w Układzie Słonecznym. Na tym etapie muszę pochwalić realizatorów za przemyślaną drobnostkę, mianowicie siedziska z pasami praktycznie wszędzie na okręcie, aby załoga mogła się przygotować na ewentualne uderzenie. Kolejna rzecz, o którą rzadko autorzy filmowych i serialowych science-fiction dbają. Statki bojowe nie mają żadnych osłon energetycznych obrona opiera się na podobnych systemach, jakie stosują współczesne marynarki, czyli szybkostrzelne działka, których zadaniem jest strącenie pocisku przeciwnika zanim ten trafi w cel.  Na tym etapie już jest świetnie, ale to nie koniec, bo torpedy nie trafiają, a okręty dalej się zbliżają. Są na tyle blisko, że systemy naprowadzania pocisków są nieskuteczne, a więc trzeba przejść na drugi rodzaj broni… rail guny. Znów uśmiech do obecnej nowiki technologicznej, która zaczyna być montowana na okrętach US Navy. Do tego wizualnie bitwa na tego typu działa wygląda oszałamiająco. Tak jak wcześniej wspominałem, Expanse po prostu wygląda świetnie, a podczas sceny bitwy brakuje słów do opisania tego co możemy podziwiać na ekranie.

TheExpanse_gallery_104FunFacts_01

Kończąc wątek o bitwie w momencie, gdzie jeszcze wszystkiego nie zdradziłem, nie mogę nie wspomnieć o jeszcze kilku smaczkach, które zasługują na kolejne pochwały i które powodują, że Expanse sprawia wrażenie wiarygodnego i realistycznego. Po pierwsze, marsjański okręt flagowy (MCRN Donnager) jest wyposażony w sprzęt do naprawy poszycia w niemal każdym pomieszczeniu. W razie dekompresji, można potrzebne łaty i lepiszcze wyciągnąć ze specjalnego schowka i próbować szybko zatamować wyciek atmosfery. Po drugie, jednostka posiada pomieszczenie zwane CIC (Command Information Center), czyli niewielki pokój schowany głęboko wewnątrz okrętu, z którego można sterować wszystkimi jego systemami. Ma to na celu oczywiście zwiększenie do maksimum czasu, w którym będzie można kontrolować statek w przypadku potencjalnego przerwania poszycia i dekompresji znacznej części Donnagera. Po trzecie, nie mogę nie wspomnieć o zasilaniu, co też mnie bardzo zaskoczyło. W trakcie bitwy, flagowiec marsjański działał na pełnej mocy, co zaczęło powodować przegrzewanie się reaktora/generatora i ostatecznie kapitan była zmuszona do wyłączenia głównego zasilania. Dla mnie to kompletna nowość, ale bardzo mi się to spodobało. Na koniec, kilka słów o przeciwniku Marsjan. Okręt, z którym toczona była bitwa okazał się być modułowy i na początku konfrontacji rozdzielił się na mniejsze jednostki, co trochę przypominało pamiętnego USS Prometheusa ze Star Trek Voyagera i było kompletnym zaskoczeniem dla załogi.

TheExpanse_gallery_104FunFacts_05

Nie samą bitwą jednak żyje człowiek, więc słów kilka o pozostałych wątkach i ciekawostkach odcinka. Scenarzyści postanowili tym razem przybliżyć widzom osiągnięcia medyczne uniwersum. W zasadzie widać już po czwartym odcinku pewien wzór – widać, że autorzy skupiają się dosyć mocno na tej dziedzinie nauki. Na warsztat tym razem idzie zaawansowany sprzęt diagnostyczny – stół z bardzo precyzyjnym skanerem, podobny do tego, jaki widzimy chociażby w Star Trek Enterprise. Do tego, przemycona zostaje informacja o średnim wieku życia ludzi w poszczególny miejscach Układu Słonecznego. U Ziemian to 123 lata, w przypadku Pasiarzy ‚zaledwie’ 68. Na porządku dziennym natomiast są wszelkiego rodzaju cybernetyczne wszczepy, przynajmniej na Ceres, gdzie warunki życia są surowe.

TheExpanse_gallery_104Recap_19

Na koniec wspomnę bez zbędnych spoilerów, których i tak wiele w tej recenzji, że w czwartym odcinku otwiera się kolejny wątek fabularny, który może nie jest już aż tak oryginalny i nie raz spotykaliśmy już podobny motyw w innych produkcjach, jednak w tym przypadku temat statku pokoleniowego jest dosyć oryginalnie potraktowany. Poznajemy jednak przy okazji drugi obiekt w pasie asteroid – stację Tycho.

Ten epizod Expanse tak bardzo mnie wciągnął i mi się podobał, że mógłbym napisać na jego temat dużo dużo więcej, jednak zdaję sobie sprawę, że każdy kolejny temat jaki bym tutaj podjął byłby następnym pretekstem do większych lub mniejszych spoilerów. Mimo tego, że głównym tematem odcinka była bitwa kosmiczna, to jednak przemycono naprawdę ogromną ilość innych informacji rozbudowujących uniwersum. Na zachętę mogę natomiast dodać, że to między innymi te smaczki, które często sprowadzają się do kilkusekundowej sceny lub jakiegoś obrazu w tle, powodują, że świat przedstawiony w Expanse jest wiarygodny i sprawia wrażenie realistycznego. Nie są to jedynie głupawe wodotryski, które mają bawić oko widza. Za każdym stoi sensowne wyjaśnienie, jakaś nowinka technologiczna z naszych czasów itp. Na chwile obecną już się o ten serial nie martwię i z największą przyjemnością zasiądę do kolejnych odcinków.

Wszystkie zdjęcia w tym artykule pochodzą z oficjalnej strony kanału SyFy.