Czy ‚Expanse’ to space opera na które czekamy od czasów zakończenia BSG? Recenzja i wrażenia po dwóch pierwszych odcinkach.

w 2015 roku kanał SyFy widocznie zaczął zmieniać profil produkcji filmów i seriali. Zapowiedzieli miniserial na podstawie Hyperiona czy serial Childhood’s End na bazie prozy Arthura C. Clarke’a oraz wyprodukowali Dark Matter i Expanse (na podstawie książki „Przebudzenie Lewiatana” autorstwa Jamesa S.A. Coreya) – dwa seriale bardziej nastawione na klasyczne sci-fi. Wszystko to wskazuje, że z PIFKOwego (i mojego) punktu widzenia kanał SyFy po latach mizerii w końcu zmierza w dobrym kierunku, który opuścili po zakończeniu Battlestar Galactica.

Od premiery pierwszego epizodu Expanse minęło już trochę czasu, jednak nie mogłem się przemóc, aby zabrać się za ten serial. Obawa wynikała z tego, że naprawdę pokładałem duże nadzieje do tej produkcji a z drugiej strony to SyFy, który ostatnio nie błyszczy formą. Jednak ostatecznie przemogłem się i po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków bardzo cieszę się, że to zrobiłem i to na tyle, że aż postanowiłem podzielić się moimi spostrzeżeniami na łamach portalu PIFKA. Myślę, że spokojnie możecie czytać dalszą część tekstu, nie będzie większych spoilerów.

Już samo tło fabularne mnie bardzo zainteresowało – jest 23 wiek, ludzkość skolonizowała Układ słoneczny, ale jednocześnie podzieliła się na 3 frakcje: Ziemie z Luną, Marsa oraz Pasiarzy (Belters), czyli górników zbierających surowce w pasie asteroid między Marsem i Jowiszem. Co więcej, trwa zimna wojna a otwarty konflikt wisi już w powietrzu. Po tym wstępie ja już zostałem kupiony 🙂

W pierwszych dwóch odcinkach dostajemy bardzo wyważone informacje na temat świata poprzez podzielenie całej akcji na 3 wątki: główny, o którym nic nie na piszę oprócz tego, że pokazuje nam technologię lotów kosmicznych jaką ludzkość opanowała w 23 wieku i mogę powiedzieć, że jest super, drugim wątkiem jest historia gliniarza-cwaniaczka ze stacji Ceres -stolicy pasa asteroid, który pokazuje nam specyfikę życia na planecie karłowatej z ograniczonymi zapasami wody i niewielką grawitacją. Na koniec jest jeszcze oczywiście nasza ukochana Ziemi, na której poznajemy prominentną urzędniczkę Narodów Zjednoczonych ds. bezpieczeństwa, która ukazuje nam polityczną sytuację w Układzie Słonecznym.

Załoga Canterbury

Postacie występujące na ekranie na razie pozostają dość enigmatyczne, ale na pierwszy rzut oka widać, że każda z nich nie jest wyraźnie albo czarna albo biała, tylko składa się z pełnej skali szarości, co ja osobiście bardzo cenię. Najlepiej wypada póki co detektyw Joe Miller ze wspomnianej Stacji Ceres, grany przez Thomasa Jane’a. Osobiście nie przepadam za tym aktorem, jednak tutaj daje radę, widać, że przeskok do seriali mu służy. Na drugim biegunie jest Jim Holden (w tej roli Steven Strait), pełniący obowiązki pierwszego oficera na statku wydobywczym Canterbury, którego potencjał mam wrażenie póki co jest nie do końca wykorzystany, a gra aktorska pozostawia trochę do życzenia. Jednak już cała grupa bohaterów głównego wątku i interakcje między nimi oraz zachowania w sytuacji, w jakiej się znaleźli nimi są świetnie poprowadzone i powodują pełną empatię u widza. Na dodatek po dwóch odcinkach pozostaje ogromny niedosyt – czuje się podskórnie, że to co do tej pory widziało się na ekranie, to dopiero wierzchołek góry lodowej osobowości bohaterów i mam nadzieję, że nie jest to wprowadzenie widza w błąd 🙂

TheExpanse_science_101_07

Obiecałem, że pochylę się też na temat technologii w serialu i tutaj faktycznie mogą pojawić się mniejsze spoilery, które są konieczne do ujęcia tematu. Ale spokojnie, nic co zrujnowałoby totalnie oglądanie. Tutaj jestem chyba pod największym wrażeniem. Twórcy wzięli pod uwagę np grawitację – w wahadłowcach na przykład nie występuje sztuczna grawitacja, więc załoga używa butów magnetycznych. Do tego na każdym praktycznie kroku jest podkreślana różnica w przyciąganiu na Ceres i Ziemi. Mieszkańcy Pasa stają się z pokolenia na pokolenie smuklejsi, z mniejszą ilością tkanki mięśniowej i słabszymi płucami i kośćmi. Jest też technika dostępna dla majętnych mieszkańców, która hamuje u dzieci proces przystosowywania organizmu do mniejszego ciążenia. Statki kosmiczne zdają się mieć jakiegoś rodzaju napęd odrzutowy, to pomyślano o przeciążeniach, gdy statki kosmiczne przyspieszają – pasażerom wstrzykuje się płyn antyprzeciążeniowy – oczywiście jak działa ten specyfik jak na razie nie wyjaśniono i podejrzewam, że już tak pozostanie, ale wielki plus za to, że zwrócono na to uwagę. Ciekawie przedstawiono też metodę pozyskiwania wody dla Pasu. Wspomniany już statek wydobywczy Canterbury zbiera bryły lodu z okolic Saturna i jak można się domyślić przechowuje urobek w ogromnych rozmiarów ładowni. Cała konstrukcja przypomina klimatem mieszankę Nostromo z Obcego i Lewisa i Clarke’a z Event Horizon . Tutaj również jest niewielka załoga obsługi – ok. 50 osób obsługuje całego molocha i ciężko pracuje, aby wypełnić kontrakt na czas. Nie wdając się w szczegóły, istnieją również jednostki bojowe, które dysponują naprowadzanymi torpedami wyposażonymi w głowice jądrowe. Nakreślone zostały też różnice technologiczne między frakcjami – najbardziej tajemniczy póki co Mars specjalizuje się i wiedzie prym we wszystkim co związane z militariami, co ma swoje konsekrację w konstrukcji okrętów. Generalnie jestem w wielkim pozytywnym szoku. Nie mam się do czego przyczepić, wszystko wydaje się wiarygodne i spójne. Do tego dochodzą smaczki jak klimat Ceres Station a la Blade Runner lub Mars z Pamięć Absolutnej, uwzględnianie kosmicznych śmieci podczas podroży kosmicznej i tak dalej. Dawno nie widziałem tak spójnego pod względem technicznym świata w serialu.

TheExpanse_gallery_102Recap_11

Ciężko przy tego typu produkcji jak Expanse nie wspomnieć o warstwie wizualnej i tutaj też niestety nie będę miał nic złego do powiedzenia. SyFy nie szczędziło pieniędzy na efekty specjalne. Jak na serial wygląda, Expanse wygląda wręcz fenomenalnie. Zarówno modele statków jak plenery Ziemi i Ceres są przepiękne. W przypadku pojazdów kosmicznych czuć pustkę i mrok próżni a zarazem nie są to ‚lekkie’ i smukłe konstrukcje, ale ‚ciężkie’ nie do końca symetryczne, industrialne konstrukcje, które mają działać a nie wyglądać.  Warto zwrócić też uwagę na efekty smukłych i wysokich mieszkańców Pasa. Twórcy nie poszli na łatwiznę zatrudniając po prostu wysokich aktorów, tylko pokusili się o komputerowe modelowanie takich sylwetek.

Podsumowując wrażenia z pierwszych dwóch odcinków Expanse mogę tylko napisać, że jestem pod dużym wrażeniem. Czy jest to produkcja lepsza od BSG? Pewnie nie, albo za wcześnie to oceniać. Jednak jest to kawał solidnej Space Opery, których ostatnio jak na lekarstwo.  Twórcy serialu nie poszli na łatwiznę, a producenci widać nie oszczędzali, co dało miłą dla oka, spójną fabułę, która wciąga i ma ogromny potencjał. Mogę jedynie powiedzieć oby tak dalej, a  na pewno Expanse będzie mógł stanąć spokojnie w jednej lini z takmi tytułami jak już wspomniany Battlestar Galactica, Star Trek, czy FarScape.

Wszelkie zdjęcia pochodzą z strony kanału SyFy.